sobota, 22 kwietnia 2017

Wrzosowa mgiełka

czyli zaległy piórkowy nr 3

 

Witajcie poświątecznie!

Święta to taki czas, kiedy można spotkać się z rodziną. Można też na chwilę wypożyczyć sweterek, który kiedyś przekazało się w siostrzane ręce. Można też znaleźć chwilę czasu, aby pstryknąć kilka zdjęć. Tak więc mogą pokazać Wam dzisiaj zaległy sweterek z Blushed alpaki silk.
Sweterek, jak wszystkie poprzednie z tej włóczki wydziergałam z pięciu motków, na drutach nr 4.
Siostra ma chyba krótsze  ręce ode mnie, bo na niej rękawy nie wyglądają tak kuso jak na mnie..na ale ja go założyłam tylko gościnnie ;)
Sweterek był już trochę wcześniej używany, więc nosi pewne ślady użytkowania...mam nadzieję, że nie będzie Wam to zbytnio przeszkadzać..

Sweterek jest zwykły, prosty, jak to wszystkie z tej włóczki. Posiada jednak małe elementy ozdobne.







Przy szyi, na rękawach i dole wykończony kilkoma rzędami francuza. Na rękawach i na bokach ozdobne warkoczyki, bo chyba juz wiecie, że ja bardzo lubię przeplatać.



 A wiecie, czemu ja tak patrze w dół? Czego tam szukam? Co tam jest? Otóż mały gość zza płotu..


 O proszę taki mały piesełek postanowił wprosić się na dzisiejsza sesje zdjęciową. No i jak tu nie uwiecznić na fotografii takiego uroczego gościa.


 Jest bardzo towarzyski i przyjacielski, ale chyba odrobinę nieśmiały;)



Zaległości nadrobione..A już wkrótce kolejne fakty z 'życia Aleci Beth ';)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 3

Dzisiaj będzie krótko..bo za bardzo to nie ma o czym :(

Wiosna, słońce, ciepło, dłuższe dni..., a to się równa porządki, porządki i jeszcze raz porządki. Tym razem w domu, koło domu i w ogrodzie. A wszystko to kosztem oczywiście mojej Aleci. Dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasnął, nawet nie wiem kiedy, jakby to był jeden taki trochę dłuższy dzień. Dziergałam przez ten czas niewiele, bardzo niewiele...






Jedyne co mi się udało i z czego jestem zadowolona, to oddzielić korpus od rękawów. Bardzo się z tego cieszę, bo teraz dzierganie idzie trochę szybciej. Po odseparowaniu rękawów rzędy są znacznie krótsze i szybciej się je robi. Niestety, jednak mam dopiero jakieś cztery centymetry korpusu. Niewiele i w najbliższym czasie nie zanosi się na znaczne postępy..bo idą święta..

Kolejna relacja pewnie dopiero za dwa tygodnie. a tymczasem życzę Wszystkim, zdrowych, spokojnych Świąt Wielkiej Nocy :)

poniedziałek, 27 marca 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 2

 

 

Wizyta w e-dziewiarce..


Od tygodnia namiętnie dziergam moją wersję Aleci Beth. Na początku powoli i niespiesznie przerabiałam każde oczko, delektując się urodą włóczki. Potem coraz szybciej, ciesząc się tym, że przybywa, bo oczek na drucie było mało. Początek nowej robótki jest zawsze ciekawy i ekscytujący. Tak więc szło gładko, aż do momentu, gdy oczek znacznie przybyło...no i zaczęły się schody. Włoczka cienka i druciki 2,75..dziennie przyrasta centymetr lub dwa, a zapał powoli stygnie. Jednak niezależnie od tego jak idzie dzierganie, niezmiennie, każdego dnia zachwycam się kolorem włóczki. Pięknie ją Julie pofarbowała. Chciałabym umieć kiedyś podobnie farbować.
Rękawy w tym sweterku są dziergane, jak to dziewiarki potocznie mówią - metodą na C czyli The Contiguous Method, opracowaną przez Suzi Myers. Pierwszy raz mam do czynienia z takim sposobem robienia rękawów. Wiele na ten temat czytałam wcześniej, nawet coś próbowałam tworzyć, ale to były tylko próbki, a nie gotowy wyrób. To mój pierwszy sweterek z takimi rękawami i jest to chyba najtrudniejszy etap w tym wyrobie. Prawie już przebrnęłam przez to co najtrudniejsze, ale zarazem nowe i ciekawe. Co mogę powiedzieć o tej metodzie? Podoba mi się..nawet bardzo. Jest to nareszcie coś innego, po tych wszystkich reglanach, które już mi się nieco znudziły. Na pewno będę chciała lepiej opanować tę metodę i niejednokrotnie ja wykorzystać, albo jakąś wariację na jej temat. 
Gdy zaczynałam, byłam zachwycona i wszystko mi się bardzo podobało. Jednak wraz z przyrostem robótki, zaczęły rosnąć moje wątpliwości, czy ja to, aby na pewno dobrze dziergam. Nie wiem czy dobry rozmiar swetra wybrała, czy odpowiednie druty? Czy ja zawsze tak muszę marudzić? Niech mnie ktoś powstrzyma!

Jako, że staram się dziergać moją 'Alecie' wszędzie i o każdej porze, chociaż jeden rządek, byle do przodu...Wybierając się w sobotę na kolejne spotkanie robótkowe do e-dziewiarki w Krakowie, oczywiście zabrałam ja ze sobą. Po drodze, wstąpiłyśmy z Alecia do pasmanterii, aby dobrać jej jakieś ładne guziczki. Wiem, że jeszcze daleka droga do doszywania guzików, ale lepiej mieć je wcześniej przygotowane, a nie szukać potem, na wariata ;)




Myślę, że będą pasowały. Na żywo wyglądają znacznie lepiej. Miła pani ekspedientka powiedziała, że czekały specjalnie na ten sweterek, bo było ich w sklepie dokładnie tyle ile chciałam.

Na spotkaniu dziergałam moją Alecie, tylko cii..., bo to włóczka z innego sklepu. ALE sweterek dziergany na drutach ChiaoGoo z e-dziewiarki. Odkąd zakupiłam zestaw, praktycznie nie używam już innych.








Właściwie to próbowałam dziergać, bo trudno było się skupić na dzierganiu..Było nas dużo, a każda z nas miała coś ciekawego do powiedzenia i pokazania.


 

Rozmów i śmiechu było bez liku. Oglądania i miziania włóczek tak samo. Były i zakupy. Ja, wiecie mam zakaz kupowania włóczek ( sama go sobie wydałam) to trzymając się tego dzielnie żadnej włóczki nie kupiłam, ale...Gdy poprzednim razem wróciłam ze spotkania, mąż mnie zapytał, czy kupiłam jakąś włóczkę. Zgodnie z prawda powiedziałam, że nie . Wydawał się być rozczarowany. Nawet malutkich drucików nie kupiłaś, zapytał znowu. To po co tam pojechałaś, padło znowu.Tak więc tym razem, aby go nie rozczarować, kupiłam druciki...malutkie ;)



Kochanie...mniejszych już nie było ;)

Mam już jedne takie druty, kupione wcześniej, ale w rozmiarze 4,0 mm. Tym razem zakupiłam 2,75. Będę tymi drucikami dziergać rękawy w mojej Aleci. Ostatnio upodobałam sobie takie malutkie druty do robienia rękawów w okrążeniach. Całość, żyłka łącznie z drutami, mierzy sobie 23 cm.. Na początku dość ciężko mi się nimi dziergało. Ale, gdy doszłam do wprawy to rękawy idą mi znacznie szybciej niż wcześniej. Nie muszę już tracić czasu na przeciąganie żyłki przy magic loopie.

Dziękuje za kolejne przemiłe spotkanie Patrycji, Dominice, Ewie, Kasi, Basi oraz wszystkim obecnym na spotkaniu dziewiarkom, których nie będę już z imienia wymieniać, ale o wszystkich Was pamiętam :)
Dominice dziękuje za zrobienie zdjęć :)
Dziewczyny było SUPER jak zawsze! Do zobaczenia następnym razem.

czwartek, 23 marca 2017

Wszystko czerwone

 

Sweterek piórkowy nr. 4

 

W niedzielę wybraliśmy się na poszukiwanie wiosny do lasu. To  nie był 'nasz' las, gdzie zazwyczaj chodzimy na spacery. Tym razem swoimi ścieżkami poprowadziła nas moja siostrzenica. Przy tej okazji postanowiliśmy zrobić kilka zdjęć mojemu czerwonemu sweterkowi. W roli fotografa wystąpiła Kasia, z którą zazwyczaj robimy sesje zdjęciowe, gotowym projektom.
Dzień był wyjątkowo słoneczny, ale bardzo rześki i okropnie wietrzny. Długo bez kurtki nie dało się wytrzymać, ale mąż Daniel dzielnie okrywał mnie kurteczką, pomiędzy jednym, a drugim pstryknięciem.  Myślę, że udało się zrobić kilka fajnych zdjęć..gorzej z ta wiosną, ale o tym później.
Teraz słów kilka o sweterku..Sweterek jest zwykły, prosty..nic szczególnego. Ale chyba takie proste formy najbardziej pasują do Brushed Alpaki Silk, z której jest wykonany. Jedyną jego ozdobą jest wykończenie rękawów, dekoltu i dołu. Pomysł na to wykończenie, zaczerpnęłam od Dorotki z bloga Knitolog w podróży. Opisuje Ona tutaj, jak wykonać sweterek piórkowy od dołu. Może warto skorzystać z tego opisu?
Ja też przymierzałam się do dziergania od dołu. Zaczęłam od nabrania oczek na rękaw. Po zrobieniu tak mniej więcej do łokcia, stwierdziłam, że rękaw wychodzi za wąski. Sprułam go i zaczęłam dziergać tradycyjnie reglanem od góry.
Jestem z tego sweterka bardzo zadowolona. Wyszedł taki akurat, ani zbyt obcisły, ani zbyt luźny. Jest taki jak lubię :)

Zdjęć było dużo i wszystkie piękne, więc jak zwykle trudno mi się było zdecydować, które wybrać. Musiałam jednak podjąć jakąś decyzję. Wybrałam te, które mnie najbardziej urzekły i jak zwykle....za dużo wybrałam.

Zapraszam Was na spacer po lesie. Poszukajmy tej wiosny razem..chociaż na niektórych zdjęciach to klimat taki bardziej jesienny chyba jest;). Trzeba się było, by dostrzec, że niektóre drzewa i krzewy zaczynają wypuszczać pierwsze pączki.




 Ścieg francuski przy dekolcie.




Na tym zdjęciu można wypatrzyć pierwsze pączusie




Wyspinałam się gdzieś wysoko, a potem zejść nie łatwo. Dobrze, że jest pomocna dłoń, która pomoże sprowadzić na dół :)

 
O proszę..i bazie rozkwitły. Jakie piękne 'kotki' na drzewie.


Na poniższym zdjęciu można w wodzie wypatrzeć, ża rosną już kosaćce żółte.
 To chyba jednak wiosna jest. Pięknie tu będzie, kiedy zakwitną, ale pewnie nie będzie okazji by to zobaczyć.


I jeszcze wykończenia rękawków;



A tu jeszcze patyczkiem pogrzebię..może znajdę coś ciekawego.



 Wydziergałam cztery piórkowe sweterki. Wszystkie z Blushed Alpaki Silk. Tylko dwa z nich mam w domu, pozostałe dwa znalazły nowe właścicielki i poszły w świat. Na razie to koniec sweterków z tej włóczki, ponieważ nie mam jej więcej w domu. Jednak są jeszcze kolory tej włóczki, które mi się podobają, więc pewnie kiedyś do nie niej wrócę. Zwłaszcza, że jest to dobra jakość za przystępną cenę.

Na koniec jeszcze jedno zdjęcie..już takie 'nie sweterkowe', ale tak jakoś mi się spodobało ;)
Nareszcie ciepło..już nie trzeba kurtki zdejmować.


 Dziękuje Kasi za miłe towarzystwo, spacer po lesie, a przede wszystkim za piękne zdjęcia.
Danielkowi za całą wycieczkę i pomoc w realizacji zdjęć.
A Wam Wszystkim za to, że mnie odwiedzacie :)

poniedziałek, 20 marca 2017

Początek nowego..


Poniedziałek z Alecia Beth cz.1 - wstęp.


Na początku była włóczka..Nie, może jednak inaczej..
Dawno, dawno temu odkryłam sklep -uchmurki, prowadzony przez Marzenę Kołaczek z bloga Wełniane Myśli. A w sklepie tym włóczkę piękną, luksusową, ręcznie farbowaną. Szczególnie do gustu przypadł mi Mills od Julie Asselin w przepysznym kolorze amarath. Codziennie zaglądałam do sklepu. Oglądałam te precle, podziwiałam, niemal dotykałam przez ekran. Po kilku dniach mąż do mnie mówi:- Kupiłabyś sobie to wreszcie i przestała już oglądać.  Spłynął miód na moje serce i uszy. Jednak rozsądek zwyciężył i nie kupiłam tej włóczki, a przynajmniej nie tak od razu. Dalej po cichu oglądałam sobie włóczusie, aż pewnego dnia Marzena ogłosiła promocję. Wtedy przepadłam- trzy precelki szybciutko wskoczyły do koszyka i były nareszcie moje. Moja włóczka! My treasure!




Pozostało wybranie wzoru. I tu już poszło gładko. Przypadkiem trafiłam na blog Alejandry i tam zobaczyłam sweterek z tej samej włóczki, w tym samym kolorze. Była to Alecia Beth Justyny. Zachwyciłam się nim i zapragnęłam mieć identyczny. Tak, wiem, że to mało twórcze i kreatywne, ale wybaczcie mi..czasami tak mam, że jak mi się coś u kogoś spodoba to chcę mieć takie samo. Jej wersja Aleci po prostu mnie urzekła i zapragnęłam mieć identyczny sweterek.
Szybko nabyłam i wydrukowałam wzór. Równie szybko i tu nastąpi zgrzyt...schowałam wszystko na jakieś półtora roku do szafy. Przez ten czas sweterek przestał mi się podobać i już byłam bliska zmiany koncepcji. Jednak kilka dni temu stwierdziłam, że przyda mi się taki sweterek na wiosnę. a w momencie jakiegoś "kryzysu twórczego", który mnie dopadł, będzie to projekt akurat. Taka robótka na 'ciężkie czasy'. Wyciągnęłam moje piękne precelki z szafy i oddałam w dobre mężowskie ręce do przewinięcia na gałki, bo ostatnio to właśnie On się tym zajmuje. Aby sobie ułatwić życie i nie trzymać włóczki na rękach, skonstruował takie coś;



Na to ustrojstwo zakłada się wełnę, a gdy lekko pociąga się za nitkę, ono się pięknie kręci. Mąż siedzi sobie i zwija włóczusie na kłębki, a wszystkie wychodzą mu takie piękne i równiutkie. Zresztą za chwilę sami zobaczycie. Najbardziej w tym wszystkim cieszy mnie to, że zwijanie włóczki odbywa się bez mojego udziału. A ja w tym czasie mogę spokojnie podziergać. DZIĘKUJĘ KOCHANIE :)


 
Wszystko gotowe, wzór jest wybrany, włóczka przewinięta, druty w pogotowiu; można zaczynać pracę.


Na ogół nie lubię pisać o tym co mam zamiar wydziergać. Nie lubię też pokazywać nieskończonych prac. Dzieje się chyba tak dlatego, że boje się jakiegoś pecha. Obawiam się też, że coś stanie mi na drodze i nie pozwoli skończyć robótki, albo po prostu zwyczajnie się zniechęcę i stworzę kolejnego 'ufoka'. Może też być tak, że udzierg nie będzie się nadawał do noszenia, a co za tym idzie do publicznego pokazania i będzie wtedy wstyd, a w dobie internetu i globalizacji, można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że na cały świat. Faktem jest, że wejść na bloga mam sporo, a wiele z nich jest z różnych zakątków świata.
Myślę, że to już wszystkie argumenty, przemawiające za tym, żeby nie chwalić się tym co robię, chyba, że o czymś zapomniałam.
Lęki, strachy, obawy..postanowiłam się z nimi rozprawić i podjąć wyzwanie przełamania oporu przed otwartością. Stawić czoło skrytości.
Na początek, żeby było łatwiej, chcę skorzystać z gotowego wzoru. Nie robię tego często, ponieważ wolę tworzyć coś własnego, ewentualnie inspirując się znalezionymi  w sieci bądź w realu, czasami w jakiejś gazecie gotowymi modelami lub wzorami.
Od czasu do czasu, można jednak pójść na łatwiznę..Korzystanie z gotowego opisu jest dobrą okazją do tego, aby nauczyć się czegoś nowego. Można zyskać nie tylko zaoszczędzony czas, ale też zdobyć nowe umiejętności.

Dziergając ten sweterek chciałabym na bieżąco  dzielić się z wami wrażeniami, może tak raz na tydzień, albo na dwa, w zależności od postępów w dzierganiu i wolnego czasu na tworzenie nowych postów. A czasu mam niewiele-praca i inne obowiązki. Poza tym, jak już pisałam w poprzednim poście, mam na drutach inną baaardzo aktualną robótkę, czyli kamizelkę dla mamy. A mama pilnuje postępów, więc nie ma to tamto..Tak więc nie ma co liczyć, że sweterek powstanie szybko. Mam jednak nadzieję, że nie podzieli losu 'ufoków' z
szafy tylko zasili garderobę na wiosnę.
 Ale wracając do tematu..to chciałabym stworzyć taką krótką opowieść o dzierganiu. Może to zbyt szumnie nazwane. Ale co tam..pożartować zawsze można. A tak serio, to chciałabym stworzyć taki cykl spotkań poniedziałkowych w których będę zdawać relacje z postępów. Nie będę tego robić, ani dla reklamy włóczki, ani też wzoru, tylko przede wszystkim dla siebie. Ma to być dla mnie mobilizacją do działania i dziergania. To fakt, że dziergam dla przyjemności, a nie na wyścigi, ale jest tyle pięknych rzeczy, które chciałabym koniecznie wydziergać, że mobilizacja jest absolutnie potrzebna.
 Podczas tych spotkań nie mam też zamiaru, zdradzać żadnych szczegółów dotyczących wzoru, ponieważ wzór jest płatny. Jeżeli ktoś też zapragnie mieć taki sweterek, może go nabyć tutaj. Może ktoś przyłączy się do mnie i podziergamy wspólnie?
Liczę na to że będzie to tylko kilka odcinków, a nie powstanie jakaś telenowela latynoamerykańska. Trzymajcie kciuki za szybkie dzierganie. A teraz 'biegnę' już nabierać oczka ;)

P.S.
Wczoraj udało się zrobić zdjęcia czerwonemu sweterkowi, tak, że już wkrótce Wam go pokażę :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...