poniedziałek, 15 maja 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 5

 

Bo w tym jest siła i moc...




W tych nitkach, kłębkach, precelkach zaklęta jest moc ogromna. Czasami zgubna, ale przeważnie moc zbawcza, lecznicza, terapeutyczna.

Ostatnio dość często zadaję sobie pytanie, dlaczego dziergam? Po co to robię? Przecież nie po to, żeby mieć się w co ubrać. Ubrania można kupić w sklepie. Często za mniejsze pieniądze niż wydaję na włóczkę. Uwielbiam szlachetne włókna i na ogół tylko z takich dziergam, bo czyż warto męczyć się, dziergając  z byle czego? Poświęcając ogrom czasu i energii na dzierganie, chcę otrzymać wyrób oryginalny i najwyższej jakości.

Kiedyś, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, dziergałam dlatego, że dziergała mama i siostry. Jedna
z sióstr nadal to robi, chociaż nie z takim zaangażowaniem jak ja. Ona traktuje to bardziej jako sposób na nudę, zabicie czasu. Dzierga, aby móc potem wykorzystać w praktyce powstałe wyroby. Spod jej rąk wychodzą najczęściej różnej wielkości serwetki, szaliki i sweterki.
Druga siostra natomiast, chyba już zupełnie porzuciła to zajęcie. Zresztą wcale się temu nie dziwię. Przecież obecnie, kiedy ten czas tak pędzi i pędzi, każdemu z nas ciężko wygospodarować chwilę na odpoczynek i relaks. Wtedy bardzo podobało mi się jak one dziergały i ja też tak chciałam. Naśladowałam mamę i jedną z sióstr.

Gdy kilka lat temu, po dłuższej przerwie wróciłam namiętnie do dziergania i stało się to moją pasją, zmieniły się nieco powody, dla których to robię.

Teraz, gdy nie mam już w swoim najbliższym otoczeniu dziewiarskich przewodników, bo mama już nie dzierga ze względu na wzrok, natomiast dla siostry teraz to ja jestem inspiracją, dzierganie stało się dla mnie sposobem na życie. Lekiem na całe zło. Pozwala mi przetrwać, gdy życie odbiera to, co kocham i nie daje w zamian tego, czego pragnę najbardziej na świecie.

Dzierganie trzyma mnie w ryzach, stawia do pionu i nie daje mi upaść, gdy smutno i źle. Daje mi poczucie własnej wartości, satysfakcję z tego, co robię oraz dumę z nowo powstałych dzieł. Myślę, że w pewien sposób również mnie uspokaja. Uwielbiam chwilę, gdy po całym chaosie i zabieganiu dnia codziennego, siadam sobie wygodnie w fotelu, wyjmuję motki i powoli, z namaszczeniem dziergam sobie oczko za oczkiem, pozwalając przy tym wszystkim moim myślom swobodnie płynąć w mojej głowie. Nigdy się na nich nie skupiam, pilnuję wzoru i dzięki temu po skończonej pracy czuję, że mój umysł jest oczyszczony, a na duszy jakby lżej.

I tak dziergam, wplatając między nitki - życie...smutki i troski, czasami nawet łzy. Wplatam też nieraz radość i uśmiech. Porażki i sukcesy.

Dziergam niekiedy dużo, ale nie zawsze mam na to czas. Staram się jednak przerobić codziennie choć kilka oczek- bo dzień bez drutów to dla mnie dzień stracony. Nie umiem już żyć bez dziergania i prędko to się nie zmieni, chociaż ma to też swoje ciemne strony, a mianowicie – Włóczkoholizm- namiętne oglądanie i kupowanie włóczek. Staram się z tym walczyć, pisałam o tym tutaj klik. Od pięciu miesięcy nie kupiłam żadnej włóczki, co nie znaczy jednak, że ich nie oglądam. Oglądam i to dużo, tracąc na tym mnóstwo czasu. Obecnie stoję nad 'przepaścią' , już niemal trzymam rękę na klawiaturze, aby kliknąć przycisk 'kupuj'. Na szczęście z moich obliczeń, które przedstawiłam w Wiosennych porządkach wynika, że mogę sobie pozwolić na kilka motków.

Rozpisałam się, a przecież dzisiaj poniedziałek i miało być o Aleci. Otóż Alecia dostała dwa całkiem nowe, długie rękawy.




Wiele razy czytałam, gdzieś w sieci, że nie lubicie robić rękawów. Ja też nie lubiłam. Jednak odkąd zaczęłam je robić na malutkich 23 cm. drutach, już nie taki diabeł straszny. Praca nad rękawami idzie mi o wiele łatwiej i szybciej. Ja już chyba lubię robić rękawy :)

Jeszcze chwila, jeszcze moment i sweterek będzie gotowy. Zostało skończyć ściągacz i zrobić plisy. Powinien już być gotowy, gdyby nie te wszystkie 'międzyczasy', ale o tym innym razem. A teraz spieszę kończyć moją Alecie. Mam nadzieję, że zbytnio Was nie zanudziłam dzisiaj ;)

wtorek, 25 kwietnia 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 4

Dzisiaj będzie poniedziałek we wtorek ;),ale wybaczcie..wczoraj nie miałam kompletnie siły, aby napisać choć jedno słowo, nie mówiąc już o skonstruowaniu całego zdania. Zrobiłam jedynie zdjęcia mojej Aleci i na tym się skończyło.


Przez ostatni tydzień pociągnęłam korpusik mocno w dół. Tak, wiem, że dla osób, które robią sweter w tydzień lub dwa, to niewielkie osiągniecie, ale dla mnie osoby, która może niewiele czasu dziennie poświecić na dzierganie to spore osiągniecie.
Wykonałam taliowanie, czyli najpierw odejmowałam oczka na bokach, by potem znów je dodać. Tylko, gdzie ja mam te talię? No nic..nieważne. Ważne, że sweterek ja ma ;)



 Zaczęłam też robić ściągacz. Jeszcze kilka rzędów i byłby koniec, ale coś mi się ten ściągacz nie podoba. Nie wiem, czy go nie spruję. Jeszcze się nad tym zastanowię. A tyle razy mama mówiła, że co się robi w niedzielę to się w poniedziałek pruje. Eech..no trudno..
Cały czas niezmiennie zachwycam się kolorem włóczki i farbowaniem. Ale, no mam jedno małe..ale..jeżeli chodzi o tę włóczkę. Co jakiś czas ma ona takie niezbyt ładne zgrubienia, być może dlatego, że jest to singiel. Jednak mi to trochę przeszkadza i niezbyt się podoba. Na dodatek w jednym motku tak gdzieś w połowie była przerwana, a tego to ja już bardzo nie lubię, ponieważ zawsze bardzo przeżywam, kiedy muszę przeciąć jakąś luksusową włóczkę.
Bardzo chciałabym już skończyć ten sweterek, ale jeszcze sporo zostało. Plisy, wykończenia, rękawy. Chciałabym już robić coś innego. Kolejka dziergadeł do wykonania jest długa. A tu do kolejki pcha się jeszcze włoczka, która nieoczekiwanie wpadła w moje ręce... I tu muszę się pochwalić..ekhm.., że zajęłam trzecie miejsce w konkursie e-dziewiarki na marcową pracę miesiąca. Nagrodzony został ten oto sweterek klik. Nagrodą był motek włóczki..nowość w tym sezonie, bawełniana włoczka firmy Mondial Primavera. Wybrałam taki oto kolor:


Nie każdemu pewnie podoba się ten kolor, ale ja już od dawna chciałam mieć coś pomarańczowego. Dziękuje serdecznie za przekazanie mi nagrody :)

sobota, 22 kwietnia 2017

Wrzosowa mgiełka

czyli zaległy piórkowy nr 3

 

Witajcie poświątecznie!

Święta to taki czas, kiedy można spotkać się z rodziną. Można też na chwilę wypożyczyć sweterek, który kiedyś przekazało się w siostrzane ręce. Można też znaleźć chwilę czasu, aby pstryknąć kilka zdjęć. Tak więc mogą pokazać Wam dzisiaj zaległy sweterek z Blushed alpaki silk.
Sweterek, jak wszystkie poprzednie z tej włóczki wydziergałam z pięciu motków, na drutach nr 4.
Siostra ma chyba krótsze  ręce ode mnie, bo na niej rękawy nie wyglądają tak kuso jak na mnie..na ale ja go założyłam tylko gościnnie ;)
Sweterek był już trochę wcześniej używany, więc nosi pewne ślady użytkowania...mam nadzieję, że nie będzie Wam to zbytnio przeszkadzać..

Sweterek jest zwykły, prosty, jak to wszystkie z tej włóczki. Posiada jednak małe elementy ozdobne.







Przy szyi, na rękawach i dole wykończony kilkoma rzędami francuza. Na rękawach i na bokach ozdobne warkoczyki, bo chyba juz wiecie, że ja bardzo lubię przeplatać.



 A wiecie, czemu ja tak patrze w dół? Czego tam szukam? Co tam jest? Otóż mały gość zza płotu..


 O proszę taki mały piesełek postanowił wprosić się na dzisiejsza sesje zdjęciową. No i jak tu nie uwiecznić na fotografii takiego uroczego gościa.


 Jest bardzo towarzyski i przyjacielski, ale chyba odrobinę nieśmiały;)



Zaległości nadrobione..A już wkrótce kolejne fakty z 'życia Aleci Beth ';)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 3

Dzisiaj będzie krótko..bo za bardzo to nie ma o czym :(

Wiosna, słońce, ciepło, dłuższe dni..., a to się równa porządki, porządki i jeszcze raz porządki. Tym razem w domu, koło domu i w ogrodzie. A wszystko to kosztem oczywiście mojej Aleci. Dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasnął, nawet nie wiem kiedy, jakby to był jeden taki trochę dłuższy dzień. Dziergałam przez ten czas niewiele, bardzo niewiele...






Jedyne co mi się udało i z czego jestem zadowolona, to oddzielić korpus od rękawów. Bardzo się z tego cieszę, bo teraz dzierganie idzie trochę szybciej. Po odseparowaniu rękawów rzędy są znacznie krótsze i szybciej się je robi. Niestety, jednak mam dopiero jakieś cztery centymetry korpusu. Niewiele i w najbliższym czasie nie zanosi się na znaczne postępy..bo idą święta..

Kolejna relacja pewnie dopiero za dwa tygodnie. a tymczasem życzę Wszystkim, zdrowych, spokojnych Świąt Wielkiej Nocy :)

poniedziałek, 27 marca 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 2

 

 

Wizyta w e-dziewiarce..


Od tygodnia namiętnie dziergam moją wersję Aleci Beth. Na początku powoli i niespiesznie przerabiałam każde oczko, delektując się urodą włóczki. Potem coraz szybciej, ciesząc się tym, że przybywa, bo oczek na drucie było mało. Początek nowej robótki jest zawsze ciekawy i ekscytujący. Tak więc szło gładko, aż do momentu, gdy oczek znacznie przybyło...no i zaczęły się schody. Włoczka cienka i druciki 2,75..dziennie przyrasta centymetr lub dwa, a zapał powoli stygnie. Jednak niezależnie od tego jak idzie dzierganie, niezmiennie, każdego dnia zachwycam się kolorem włóczki. Pięknie ją Julie pofarbowała. Chciałabym umieć kiedyś podobnie farbować.
Rękawy w tym sweterku są dziergane, jak to dziewiarki potocznie mówią - metodą na C czyli The Contiguous Method, opracowaną przez Suzi Myers. Pierwszy raz mam do czynienia z takim sposobem robienia rękawów. Wiele na ten temat czytałam wcześniej, nawet coś próbowałam tworzyć, ale to były tylko próbki, a nie gotowy wyrób. To mój pierwszy sweterek z takimi rękawami i jest to chyba najtrudniejszy etap w tym wyrobie. Prawie już przebrnęłam przez to co najtrudniejsze, ale zarazem nowe i ciekawe. Co mogę powiedzieć o tej metodzie? Podoba mi się..nawet bardzo. Jest to nareszcie coś innego, po tych wszystkich reglanach, które już mi się nieco znudziły. Na pewno będę chciała lepiej opanować tę metodę i niejednokrotnie ja wykorzystać, albo jakąś wariację na jej temat. 
Gdy zaczynałam, byłam zachwycona i wszystko mi się bardzo podobało. Jednak wraz z przyrostem robótki, zaczęły rosnąć moje wątpliwości, czy ja to, aby na pewno dobrze dziergam. Nie wiem czy dobry rozmiar swetra wybrała, czy odpowiednie druty? Czy ja zawsze tak muszę marudzić? Niech mnie ktoś powstrzyma!

Jako, że staram się dziergać moją 'Alecie' wszędzie i o każdej porze, chociaż jeden rządek, byle do przodu...Wybierając się w sobotę na kolejne spotkanie robótkowe do e-dziewiarki w Krakowie, oczywiście zabrałam ja ze sobą. Po drodze, wstąpiłyśmy z Alecia do pasmanterii, aby dobrać jej jakieś ładne guziczki. Wiem, że jeszcze daleka droga do doszywania guzików, ale lepiej mieć je wcześniej przygotowane, a nie szukać potem, na wariata ;)




Myślę, że będą pasowały. Na żywo wyglądają znacznie lepiej. Miła pani ekspedientka powiedziała, że czekały specjalnie na ten sweterek, bo było ich w sklepie dokładnie tyle ile chciałam.

Na spotkaniu dziergałam moją Alecie, tylko cii..., bo to włóczka z innego sklepu. ALE sweterek dziergany na drutach ChiaoGoo z e-dziewiarki. Odkąd zakupiłam zestaw, praktycznie nie używam już innych.








Właściwie to próbowałam dziergać, bo trudno było się skupić na dzierganiu..Było nas dużo, a każda z nas miała coś ciekawego do powiedzenia i pokazania.


 

Rozmów i śmiechu było bez liku. Oglądania i miziania włóczek tak samo. Były i zakupy. Ja, wiecie mam zakaz kupowania włóczek ( sama go sobie wydałam) to trzymając się tego dzielnie żadnej włóczki nie kupiłam, ale...Gdy poprzednim razem wróciłam ze spotkania, mąż mnie zapytał, czy kupiłam jakąś włóczkę. Zgodnie z prawda powiedziałam, że nie . Wydawał się być rozczarowany. Nawet malutkich drucików nie kupiłaś, zapytał znowu. To po co tam pojechałaś, padło znowu.Tak więc tym razem, aby go nie rozczarować, kupiłam druciki...malutkie ;)



Kochanie...mniejszych już nie było ;)

Mam już jedne takie druty, kupione wcześniej, ale w rozmiarze 4,0 mm. Tym razem zakupiłam 2,75. Będę tymi drucikami dziergać rękawy w mojej Aleci. Ostatnio upodobałam sobie takie malutkie druty do robienia rękawów w okrążeniach. Całość, żyłka łącznie z drutami, mierzy sobie 23 cm.. Na początku dość ciężko mi się nimi dziergało. Ale, gdy doszłam do wprawy to rękawy idą mi znacznie szybciej niż wcześniej. Nie muszę już tracić czasu na przeciąganie żyłki przy magic loopie.

Dziękuje za kolejne przemiłe spotkanie Patrycji, Dominice, Ewie, Kasi, Basi oraz wszystkim obecnym na spotkaniu dziewiarkom, których nie będę już z imienia wymieniać, ale o wszystkich Was pamiętam :)
Dominice dziękuje za zrobienie zdjęć :)
Dziewczyny było SUPER jak zawsze! Do zobaczenia następnym razem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...