poniedziałek, 20 marca 2017

Początek nowego..


Poniedziałek z Alecia Beth cz.1 - wstęp.


Na początku była włóczka..Nie, może jednak inaczej..
Dawno, dawno temu odkryłam sklep -uchmurki, prowadzony przez Marzenę Kołaczek z bloga Wełniane Myśli. A w sklepie tym włóczkę piękną, luksusową, ręcznie farbowaną. Szczególnie do gustu przypadł mi Mills od Julie Asselin w przepysznym kolorze amarath. Codziennie zaglądałam do sklepu. Oglądałam te precle, podziwiałam, niemal dotykałam przez ekran. Po kilku dniach mąż do mnie mówi:- Kupiłabyś sobie to wreszcie i przestała już oglądać.  Spłynął miód na moje serce i uszy. Jednak rozsądek zwyciężył i nie kupiłam tej włóczki, a przynajmniej nie tak od razu. Dalej po cichu oglądałam sobie włóczusie, aż pewnego dnia Marzena ogłosiła promocję. Wtedy przepadłam- trzy precelki szybciutko wskoczyły do koszyka i były nareszcie moje. Moja włóczka! My treasure!




Pozostało wybranie wzoru. I tu już poszło gładko. Przypadkiem trafiłam na blog Alejandry i tam zobaczyłam sweterek z tej samej włóczki, w tym samym kolorze. Była to Alecia Beth Justyny. Zachwyciłam się nim i zapragnęłam mieć identyczny. Tak, wiem, że to mało twórcze i kreatywne, ale wybaczcie mi..czasami tak mam, że jak mi się coś u kogoś spodoba to chcę mieć takie samo. Jej wersja Aleci po prostu mnie urzekła i zapragnęłam mieć identyczny sweterek.
Szybko nabyłam i wydrukowałam wzór. Równie szybko i tu nastąpi zgrzyt...schowałam wszystko na jakieś półtora roku do szafy. Przez ten czas sweterek przestał mi się podobać i już byłam bliska zmiany koncepcji. Jednak kilka dni temu stwierdziłam, że przyda mi się taki sweterek na wiosnę. a w momencie jakiegoś "kryzysu twórczego", który mnie dopadł, będzie to projekt akurat. Taka robótka na 'ciężkie czasy'. Wyciągnęłam moje piękne precelki z szafy i oddałam w dobre mężowskie ręce do przewinięcia na gałki, bo ostatnio to właśnie On się tym zajmuje. Aby sobie ułatwić życie i nie trzymać włóczki na rękach, skonstruował takie coś;



Na to ustrojstwo zakłada się wełnę, a gdy lekko pociąga się za nitkę, ono się pięknie kręci. Mąż siedzi sobie i zwija włóczusie na kłębki, a wszystkie wychodzą mu takie piękne i równiutkie. Zresztą za chwilę sami zobaczycie. Najbardziej w tym wszystkim cieszy mnie to, że zwijanie włóczki odbywa się bez mojego udziału. A ja w tym czasie mogę spokojnie podziergać. DZIĘKUJĘ KOCHANIE :)


 
Wszystko gotowe, wzór jest wybrany, włóczka przewinięta, druty w pogotowiu; można zaczynać pracę.


Na ogół nie lubię pisać o tym co mam zamiar wydziergać. Nie lubię też pokazywać nieskończonych prac. Dzieje się chyba tak dlatego, że boje się jakiegoś pecha. Obawiam się też, że coś stanie mi na drodze i nie pozwoli skończyć robótki, albo po prostu zwyczajnie się zniechęcę i stworzę kolejnego 'ufoka'. Może też być tak, że udzierg nie będzie się nadawał do noszenia, a co za tym idzie do publicznego pokazania i będzie wtedy wstyd, a w dobie internetu i globalizacji, można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że na cały świat. Faktem jest, że wejść na bloga mam sporo, a wiele z nich jest z różnych zakątków świata.
Myślę, że to już wszystkie argumenty, przemawiające za tym, żeby nie chwalić się tym co robię, chyba, że o czymś zapomniałam.
Lęki, strachy, obawy..postanowiłam się z nimi rozprawić i podjąć wyzwanie przełamania oporu przed otwartością. Stawić czoło skrytości.
Na początek, żeby było łatwiej, chcę skorzystać z gotowego wzoru. Nie robię tego często, ponieważ wolę tworzyć coś własnego, ewentualnie inspirując się znalezionymi  w sieci bądź w realu, czasami w jakiejś gazecie gotowymi modelami lub wzorami.
Od czasu do czasu, można jednak pójść na łatwiznę..Korzystanie z gotowego opisu jest dobrą okazją do tego, aby nauczyć się czegoś nowego. Można zyskać nie tylko zaoszczędzony czas, ale też zdobyć nowe umiejętności.

Dziergając ten sweterek chciałabym na bieżąco  dzielić się z wami wrażeniami, może tak raz na tydzień, albo na dwa, w zależności od postępów w dzierganiu i wolnego czasu na tworzenie nowych postów. A czasu mam niewiele-praca i inne obowiązki. Poza tym, jak już pisałam w poprzednim poście, mam na drutach inną baaardzo aktualną robótkę, czyli kamizelkę dla mamy. A mama pilnuje postępów, więc nie ma to tamto..Tak więc nie ma co liczyć, że sweterek powstanie szybko. Mam jednak nadzieję, że nie podzieli losu 'ufoków' z
szafy tylko zasili garderobę na wiosnę.
 Ale wracając do tematu..to chciałabym stworzyć taką krótką opowieść o dzierganiu. Może to zbyt szumnie nazwane. Ale co tam..pożartować zawsze można. A tak serio, to chciałabym stworzyć taki cykl spotkań poniedziałkowych w których będę zdawać relacje z postępów. Nie będę tego robić, ani dla reklamy włóczki, ani też wzoru, tylko przede wszystkim dla siebie. Ma to być dla mnie mobilizacją do działania i dziergania. To fakt, że dziergam dla przyjemności, a nie na wyścigi, ale jest tyle pięknych rzeczy, które chciałabym koniecznie wydziergać, że mobilizacja jest absolutnie potrzebna.
 Podczas tych spotkań nie mam też zamiaru, zdradzać żadnych szczegółów dotyczących wzoru, ponieważ wzór jest płatny. Jeżeli ktoś też zapragnie mieć taki sweterek, może go nabyć tutaj. Może ktoś przyłączy się do mnie i podziergamy wspólnie?
Liczę na to że będzie to tylko kilka odcinków, a nie powstanie jakaś telenowela latynoamerykańska. Trzymajcie kciuki za szybkie dzierganie. A teraz 'biegnę' już nabierać oczka ;)

P.S.
Wczoraj udało się zrobić zdjęcia czerwonemu sweterkowi, tak, że już wkrótce Wam go pokażę :)

5 komentarzy:

  1. Myślę, że to będzie dobra mobilizacja. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna opowieść, czekam na piękny sweterek :) pozdrawiam wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny kolorek,czekam z niecierpliwością na gotowy sweterek!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaglądając do Ciebie zawsze mogę podziwiać piękne prace,wiec nadal z ciekawością będę zaglądać i oczekiwać opowieści w odcinkach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno będzie śliczny sweterek. U mnie taka sama włóczka tylko w pięknym niebieskim kolorze leżakuje już chyba zw dwa lata😊

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...