Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alecia Beth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alecia Beth. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2018

Odrobinę kaszmiru..

Ufff...nareszcie jestem ;) Nie pytajcie mnie dlaczego mnie tak długo tutaj nie było, bo sama tego nie wiem. Brak czasu, a może zagubiłam się gdzieś w tym wszystkim..w tej mojej pasji. Jednak cały czas dziergam, może niezbyt dużo, ale jednak. A dzierganie ostatnio lepiej mi wychodzi niż robienie zdjęć i pisanie.
W czasie mojej nieobecności blogowej wydziergałam dwa sweterki i bluzkę na lato. Rozpoczęłam też kolejne prace. Mam nadzieję sukcesywnie pokazywać tutaj moje zaległe dzieła, ale nie obiecuję, bo sami wiecie co nieraz z obiecywania wychodzi.

Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam sweterek, który wydziergałam według projektu Justyny Lorkowskiej "Alecia Beth". To już drugi sweterek, jaki wydziergałam według tego wzoru. Nie wiem, czy ktoś pamięta pierwszy? Prezentowany był w ubiegłym roku jako powieść w odcinkach pt. "Poniedziałek z Alecją Beth" klik
Tym razem jednak wydziergałam sweterek w wersji bez guziczków, tzw. przez głowę. Takie było życzenie siostry, dla której go dziergałam. Z góry przepraszam za zdjęcia ;( Zrobione na szybko, na manekinie i do tego kiepskiej jakości. Innych nie ma i niestety nie będzie, ponieważ sweterek mieszka już w nowym domu :)
Sweterek dziergałam z własnej farbowanki, mieszanki merino, nylonu i kaszmiru. Włóczka cuuudowna..mięciutka taka z jakiej jeszcze nigdy nie dziergałam. Niestety kiepskie zdjęcia nie oddają w pełni jej urody.
A co udało mi się stworzyć z tej wspaniałej włoczki, zobaczcie sami, zapraszam:







Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i do następnego razu..mam nadzieję, że już wkrótce ;)

piątek, 16 czerwca 2017

Poniedziałek z Alecią Beth cz.6 - finał!

Z wizytą na zamku...

Dzisiaj co prawda nie poniedziałek, ale myślę, że nie ma już co tego dłużej przeciągać i czekać do kolejnego poniedziałku. Nadszedł chyba czas, aby zakończyć, tę długą opowieść o Aleci Beth.

Alecia Beth sweterek wykonany według projektu Justyny Lorkowskiej, z włóczki Mills od Julie Asselin, zakupionej u-Chmurki.
Na temat włóczki, a także samego projektu, napisałam już wiele, podczas poprzednich pięciu części opowieści. Na koniec pragnę jedynie dodać, że włóczka ta urzekła mnie nie tylko kolorem, ale także niezwykłą miękkością, która objawia się dopiero po jej zmoczeniu. Podczas pracy robótka wydawała się być trochę sztywna. Obawiałam się nawet, że wzięłam zbyt cienkie druty. Jednak po namoczeniu włóczka tak jakby 'spuchła', a sweterek zrobił się puszysty, mięciutki i odrobinę lejący.
Co do samego projektu, to mogę go oceniać w samych superlatywach. Jest to niezwykle kobiecy i uroczy sweterek. Właśnie takiego brakowało mi w mojej garderobie. Sweterek, który można założyć nie tylko do spodni, ale także do spódniczki.
Wzór jest napisany niezwykle prosto i czytelnie, bez zbędnych zawirowań. Justyna od samego początku, do końca projektu prowadzi nas jakby za rękę, przez co robótka jest lekka i przyjemna.

Moją wersję Aleci Beth wykonałam, niemalże w całości zgodnie z projektem. Jedyne zmiany jakich dokonałam, dotyczą ściągacza i wykończeń. w moim sweterku ściągacz nie ma przekręconych oczek, jak U Justyny, tylko zwykłe oczka prawe. Pominęłam też i-cordowe wykończenia krawędzi przodu i dekoltu. Wydaje mi się, że te zmiany wyszły na korzyść dla tego sweterka. Przy tej włóczce, dodały mu nieco lekkości.

Od samego początku, gdy tylko zaczęłam dziergać ten sweterek, zamarzyło mi się, aby jego sesja zdjęciowa została wykonana w pewnym niezwykle uroczym miejscu, a mianowicie na dziedzińcu zamku w Pieskowej Skale. Miejsce to ma swój specyficzny klimat, zarówno w dzień jak i w nocy, kiedy to podświetlone kolorowymi światełkami, sprawia, że czujemy się tam, jak w jakimś magicznym miejscu. Miałam okazję przekonać się o tym, kiedyś podczas nocy muzeów.

Mimo, że sweterek został skończony już dawno temu, jakoś nie było możliwości, aby zgrać czas i miejsce akcji, a ponieważ ja z uporem maniaka dążyłam do tego, aby zdjęcia zostały wykonane właśnie w tym, a nie innym miejscu, wszystko zaczęło się znacznie wydłużać.
Nareszcie coś zaczęło się układać pomyślnie. Kiedy w miniony poniedziałek, udało mi się namówić koleżankę na wyjazd do Pieskowej Skały, nic nie zapowiadało zbliżającej się katastrofy. Gdy, wyjeżdżałyśmy z domu, świeciło piękne słońce, choć trzeba przyznać, że aura tego dnia była dość zmienna. Wjeżdżając na parking nieopodal zamku, zauważyłam na szybie samochodu drobne  krople deszczu. Stawiając pierwsze kroki w stronę zamku, w naszych uszach zabrzmiał niezbyt głośny grzmot. Jeden jedyny. Moje serce zamarło. W niedługim czasie pogoda zmieniła się diametralnie. Jechałyśmy przecież zaledwie kilka minut, bo do zamku nie mam daleko..
Już chciałam wracać, ale koleżanka pociągnęła mnie za sobą i zaczęłyśmy się wdrapywać na górę. Deszcz zaczął się nasilać..na szczęście ja zawsze mam przy sobie parasol.
 Po dotarciu na miejsce Pan ochroniarz poinformował nas, że w poniedziałki zamek jest zamknięty..szkoda, ze nikt wcześniej o tym nie pomyślał. Na szczęście można było wejść na plac przed zamkiem.
Ulewa rozszalała się na dobre i koniecznie trzeba było znaleźć jakieś schronienie przed deszczem. Jeden parasol na dwie osoby, w tych warunkach to zdecydowanie za mało.
Nie było odwrotu, trzeba było przeczekać ulewę. Jednak trzeba było jakoś umilić sobie czas oczekiwania na lepszą pogodę..i tak powstały pierwsze zdjęcia. Wybaczcie, są trochę nieostre, ale tam nie było dobrego światła, zresztą na zewnątrz też, go w tym momencie nie było..

Ach..proszę nie obawiajcie się, że zamknięto nas w lochach, ani nawet w piwnicy :)



To nie żadne lochy, tylko wejście do restauracji, która znajduje się vis a vis zamku.
Gdy deszcz trochę zelżał, rozłożyłam parasol i zaczęłam swój spacer w deszczu. Szkoda tylko, ze parasol nie był bardziej reprezentacyjny, ale taki akurat miałam przy sobie. jest bardzo poręczny i mieści się w torebce. Nigdy się z nim nie rozstaję, bo pogoda w tym roku jest bardzo kapryśna.




Patrząc na to zdjęcie cisną mi się na usta słowa piosenki;
                                                         
I'm singin' in the rain
Just singin' in the rain
What a glorious feelin'
I'm happy again.
I'm laughing at clouds.
So dark up above
The sun's in my heart
And i'm ready for love.

Oczywiście jeżeli chodzi o zakochanie to mam na myśli to miejsce, ten sweterek ( to tak na wszelki wypadek, gdyby przeczytał to mój mąż ;) )



 Wszędzie mokro i ślisko, ale nareszcie przestało padać:)




 I nawet słoneczko zaczęło powoli wychodzić



Zbliżam się do bramy pałacu, która niestety zostanie tego dnia przede mną zamknięta :(



 Teraz trochę więcej sweterka w sweterku ;)



Makieta całego obiektu. Pierwszy raz ją widzę, a już tutaj bywałam. Pewnie powstała niedawno, albo coś przegapiłam.


To miejsce też bardzo lubię. Pięknie wyglądają takie oplecione ściany.




W tle widać wejście do restauracji. To w którym chroniłyśmy się przed deszczem. Odwiedzający to miejsce mogą na chwilę spocząć i posilić się. Nie piszę tego dla reklamy. Po prostu nie chcę, aby ktoś myślał, że zginie tutaj z głodu.


Jeszcze jeden 'rzut oka' na zamek.


Poza placem zamkowym też jest pięknie.


Powoli po schodkach w dół.


Trochę żal odjeżdżać...


Już na dole..Piękne skały, których jest tutaj dużo i fragment zamku w tle.

Zdjęć było dużo, ale to dlatego że chciałam Wam pokazać piękno tego miejsca i zachęcić do jego odwiedzenia. Może niekoniecznie specjalnie, ale będąc przejazdem podczas wakacyjnych wojaży, wstąpicie choć na chwilę i zobaczycie, że w Polsce też mamy piękne miejsca.

 Historia zamku w Pieskowej Skale sięga czternastego wieku. Położony on jest w Dolinie Prądnika niedaleko Krakowa, na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego. Jest jednym z elementów łańcucha obronnych Orlich Gniazd. Przez lata zmieniali się jego właściciele. Po drugiej wojnie światowej zamek w Pieskowej Skale przejął Skarb Państwa i po generalnej renowacji w latach 1950-1963 stał się on Oddziałem Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu. Obecnie znajduje się tu stała ekspozycja „Przemiany stylowe w sztuce europejskiej od średniowiecza do połowy XIX wieku”. Zamek dość często pojawia się też w filmach. Pojawił się m.in. w serialach Janosik  oraz Stawka większa niż życie.

Niedawno zamek w Pieskowej Skale został odrestaurowany i teraz prezentuje się naprawdę wspaniale.

Na koniec jeszcze kilka zdjęć samego obiektu:




 Widok z drogi.

Jeszcze jedna ciekawostka..Czegoś wypatruję za tym murkiem.., są tam przepiękne pałacowe ogrody. Choć o tej porze roku jeszcze trochę mało kwitnące.



Nieopodal zamku Maczuga Herkulesa. Można przy niej zrobić sobie piękne zdjęcia.



Na dzisiaj to tyle atrakcji..Rozmarzyłam, ale teraz już pora wrócić do rzeczywistości i do dziergania oczywiście też.

poniedziałek, 15 maja 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 5

 

Bo w tym jest siła i moc...




W tych nitkach, kłębkach, precelkach zaklęta jest moc ogromna. Czasami zgubna, ale przeważnie moc zbawcza, lecznicza, terapeutyczna.

Ostatnio dość często zadaję sobie pytanie, dlaczego dziergam? Po co to robię? Przecież nie po to, żeby mieć się w co ubrać. Ubrania można kupić w sklepie. Często za mniejsze pieniądze niż wydaję na włóczkę. Uwielbiam szlachetne włókna i na ogół tylko z takich dziergam, bo czyż warto męczyć się, dziergając  z byle czego? Poświęcając ogrom czasu i energii na dzierganie, chcę otrzymać wyrób oryginalny i najwyższej jakości.

Kiedyś, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, dziergałam dlatego, że dziergała mama i siostry. Jedna
z sióstr nadal to robi, chociaż nie z takim zaangażowaniem jak ja. Ona traktuje to bardziej jako sposób na nudę, zabicie czasu. Dzierga, aby móc potem wykorzystać w praktyce powstałe wyroby. Spod jej rąk wychodzą najczęściej różnej wielkości serwetki, szaliki i sweterki.
Druga siostra natomiast, chyba już zupełnie porzuciła to zajęcie. Zresztą wcale się temu nie dziwię. Przecież obecnie, kiedy ten czas tak pędzi i pędzi, każdemu z nas ciężko wygospodarować chwilę na odpoczynek i relaks. Wtedy bardzo podobało mi się jak one dziergały i ja też tak chciałam. Naśladowałam mamę i jedną z sióstr.

Gdy kilka lat temu, po dłuższej przerwie wróciłam namiętnie do dziergania i stało się to moją pasją, zmieniły się nieco powody, dla których to robię.

Teraz, gdy nie mam już w swoim najbliższym otoczeniu dziewiarskich przewodników, bo mama już nie dzierga ze względu na wzrok, natomiast dla siostry teraz to ja jestem inspiracją, dzierganie stało się dla mnie sposobem na życie. Lekiem na całe zło. Pozwala mi przetrwać, gdy życie odbiera to, co kocham i nie daje w zamian tego, czego pragnę najbardziej na świecie.

Dzierganie trzyma mnie w ryzach, stawia do pionu i nie daje mi upaść, gdy smutno i źle. Daje mi poczucie własnej wartości, satysfakcję z tego, co robię oraz dumę z nowo powstałych dzieł. Myślę, że w pewien sposób również mnie uspokaja. Uwielbiam chwilę, gdy po całym chaosie i zabieganiu dnia codziennego, siadam sobie wygodnie w fotelu, wyjmuję motki i powoli, z namaszczeniem dziergam sobie oczko za oczkiem, pozwalając przy tym wszystkim moim myślom swobodnie płynąć w mojej głowie. Nigdy się na nich nie skupiam, pilnuję wzoru i dzięki temu po skończonej pracy czuję, że mój umysł jest oczyszczony, a na duszy jakby lżej.

I tak dziergam, wplatając między nitki - życie...smutki i troski, czasami nawet łzy. Wplatam też nieraz radość i uśmiech. Porażki i sukcesy.

Dziergam niekiedy dużo, ale nie zawsze mam na to czas. Staram się jednak przerobić codziennie choć kilka oczek- bo dzień bez drutów to dla mnie dzień stracony. Nie umiem już żyć bez dziergania i prędko to się nie zmieni, chociaż ma to też swoje ciemne strony, a mianowicie – Włóczkoholizm- namiętne oglądanie i kupowanie włóczek. Staram się z tym walczyć, pisałam o tym tutaj klik. Od pięciu miesięcy nie kupiłam żadnej włóczki, co nie znaczy jednak, że ich nie oglądam. Oglądam i to dużo, tracąc na tym mnóstwo czasu. Obecnie stoję nad 'przepaścią' , już niemal trzymam rękę na klawiaturze, aby kliknąć przycisk 'kupuj'. Na szczęście z moich obliczeń, które przedstawiłam w Wiosennych porządkach wynika, że mogę sobie pozwolić na kilka motków.

Rozpisałam się, a przecież dzisiaj poniedziałek i miało być o Aleci. Otóż Alecia dostała dwa całkiem nowe, długie rękawy.




Wiele razy czytałam, gdzieś w sieci, że nie lubicie robić rękawów. Ja też nie lubiłam. Jednak odkąd zaczęłam je robić na malutkich 23 cm. drutach, już nie taki diabeł straszny. Praca nad rękawami idzie mi o wiele łatwiej i szybciej. Ja już chyba lubię robić rękawy :)

Jeszcze chwila, jeszcze moment i sweterek będzie gotowy. Zostało skończyć ściągacz i zrobić plisy. Powinien już być gotowy, gdyby nie te wszystkie 'międzyczasy', ale o tym innym razem. A teraz spieszę kończyć moją Alecie. Mam nadzieję, że zbytnio Was nie zanudziłam dzisiaj ;)

wtorek, 25 kwietnia 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 4

Dzisiaj będzie poniedziałek we wtorek ;),ale wybaczcie..wczoraj nie miałam kompletnie siły, aby napisać choć jedno słowo, nie mówiąc już o skonstruowaniu całego zdania. Zrobiłam jedynie zdjęcia mojej Aleci i na tym się skończyło.


Przez ostatni tydzień pociągnęłam korpusik mocno w dół. Tak, wiem, że dla osób, które robią sweter w tydzień lub dwa, to niewielkie osiągniecie, ale dla mnie osoby, która może niewiele czasu dziennie poświecić na dzierganie to spore osiągniecie.
Wykonałam taliowanie, czyli najpierw odejmowałam oczka na bokach, by potem znów je dodać. Tylko, gdzie ja mam te talię? No nic..nieważne. Ważne, że sweterek ja ma ;)



 Zaczęłam też robić ściągacz. Jeszcze kilka rzędów i byłby koniec, ale coś mi się ten ściągacz nie podoba. Nie wiem, czy go nie spruję. Jeszcze się nad tym zastanowię. A tyle razy mama mówiła, że co się robi w niedzielę to się w poniedziałek pruje. Eech..no trudno..
Cały czas niezmiennie zachwycam się kolorem włóczki i farbowaniem. Ale, no mam jedno małe..ale..jeżeli chodzi o tę włóczkę. Co jakiś czas ma ona takie niezbyt ładne zgrubienia, być może dlatego, że jest to singiel. Jednak mi to trochę przeszkadza i niezbyt się podoba. Na dodatek w jednym motku tak gdzieś w połowie była przerwana, a tego to ja już bardzo nie lubię, ponieważ zawsze bardzo przeżywam, kiedy muszę przeciąć jakąś luksusową włóczkę.
Bardzo chciałabym już skończyć ten sweterek, ale jeszcze sporo zostało. Plisy, wykończenia, rękawy. Chciałabym już robić coś innego. Kolejka dziergadeł do wykonania jest długa. A tu do kolejki pcha się jeszcze włoczka, która nieoczekiwanie wpadła w moje ręce... I tu muszę się pochwalić..ekhm.., że zajęłam trzecie miejsce w konkursie e-dziewiarki na marcową pracę miesiąca. Nagrodzony został ten oto sweterek klik. Nagrodą był motek włóczki..nowość w tym sezonie, bawełniana włoczka firmy Mondial Primavera. Wybrałam taki oto kolor:


Nie każdemu pewnie podoba się ten kolor, ale ja już od dawna chciałam mieć coś pomarańczowego. Dziękuje serdecznie za przekazanie mi nagrody :)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 3

Dzisiaj będzie krótko..bo za bardzo to nie ma o czym :(

Wiosna, słońce, ciepło, dłuższe dni..., a to się równa porządki, porządki i jeszcze raz porządki. Tym razem w domu, koło domu i w ogrodzie. A wszystko to kosztem oczywiście mojej Aleci. Dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasnął, nawet nie wiem kiedy, jakby to był jeden taki trochę dłuższy dzień. Dziergałam przez ten czas niewiele, bardzo niewiele...






Jedyne co mi się udało i z czego jestem zadowolona, to oddzielić korpus od rękawów. Bardzo się z tego cieszę, bo teraz dzierganie idzie trochę szybciej. Po odseparowaniu rękawów rzędy są znacznie krótsze i szybciej się je robi. Niestety, jednak mam dopiero jakieś cztery centymetry korpusu. Niewiele i w najbliższym czasie nie zanosi się na znaczne postępy..bo idą święta..

Kolejna relacja pewnie dopiero za dwa tygodnie. a tymczasem życzę Wszystkim, zdrowych, spokojnych Świąt Wielkiej Nocy :)

poniedziałek, 27 marca 2017

Poniedziałek z Alecia Beth cz. 2

 

 

Wizyta w e-dziewiarce..


Od tygodnia namiętnie dziergam moją wersję Aleci Beth. Na początku powoli i niespiesznie przerabiałam każde oczko, delektując się urodą włóczki. Potem coraz szybciej, ciesząc się tym, że przybywa, bo oczek na drucie było mało. Początek nowej robótki jest zawsze ciekawy i ekscytujący. Tak więc szło gładko, aż do momentu, gdy oczek znacznie przybyło...no i zaczęły się schody. Włoczka cienka i druciki 2,75..dziennie przyrasta centymetr lub dwa, a zapał powoli stygnie. Jednak niezależnie od tego jak idzie dzierganie, niezmiennie, każdego dnia zachwycam się kolorem włóczki. Pięknie ją Julie pofarbowała. Chciałabym umieć kiedyś podobnie farbować.
Rękawy w tym sweterku są dziergane, jak to dziewiarki potocznie mówią - metodą na C czyli The Contiguous Method, opracowaną przez Suzi Myers. Pierwszy raz mam do czynienia z takim sposobem robienia rękawów. Wiele na ten temat czytałam wcześniej, nawet coś próbowałam tworzyć, ale to były tylko próbki, a nie gotowy wyrób. To mój pierwszy sweterek z takimi rękawami i jest to chyba najtrudniejszy etap w tym wyrobie. Prawie już przebrnęłam przez to co najtrudniejsze, ale zarazem nowe i ciekawe. Co mogę powiedzieć o tej metodzie? Podoba mi się..nawet bardzo. Jest to nareszcie coś innego, po tych wszystkich reglanach, które już mi się nieco znudziły. Na pewno będę chciała lepiej opanować tę metodę i niejednokrotnie ja wykorzystać, albo jakąś wariację na jej temat. 
Gdy zaczynałam, byłam zachwycona i wszystko mi się bardzo podobało. Jednak wraz z przyrostem robótki, zaczęły rosnąć moje wątpliwości, czy ja to, aby na pewno dobrze dziergam. Nie wiem czy dobry rozmiar swetra wybrała, czy odpowiednie druty? Czy ja zawsze tak muszę marudzić? Niech mnie ktoś powstrzyma!

Jako, że staram się dziergać moją 'Alecie' wszędzie i o każdej porze, chociaż jeden rządek, byle do przodu...Wybierając się w sobotę na kolejne spotkanie robótkowe do e-dziewiarki w Krakowie, oczywiście zabrałam ja ze sobą. Po drodze, wstąpiłyśmy z Alecia do pasmanterii, aby dobrać jej jakieś ładne guziczki. Wiem, że jeszcze daleka droga do doszywania guzików, ale lepiej mieć je wcześniej przygotowane, a nie szukać potem, na wariata ;)




Myślę, że będą pasowały. Na żywo wyglądają znacznie lepiej. Miła pani ekspedientka powiedziała, że czekały specjalnie na ten sweterek, bo było ich w sklepie dokładnie tyle ile chciałam.

Na spotkaniu dziergałam moją Alecie, tylko cii..., bo to włóczka z innego sklepu. ALE sweterek dziergany na drutach ChiaoGoo z e-dziewiarki. Odkąd zakupiłam zestaw, praktycznie nie używam już innych.








Właściwie to próbowałam dziergać, bo trudno było się skupić na dzierganiu..Było nas dużo, a każda z nas miała coś ciekawego do powiedzenia i pokazania.


 

Rozmów i śmiechu było bez liku. Oglądania i miziania włóczek tak samo. Były i zakupy. Ja, wiecie mam zakaz kupowania włóczek ( sama go sobie wydałam) to trzymając się tego dzielnie żadnej włóczki nie kupiłam, ale...Gdy poprzednim razem wróciłam ze spotkania, mąż mnie zapytał, czy kupiłam jakąś włóczkę. Zgodnie z prawda powiedziałam, że nie . Wydawał się być rozczarowany. Nawet malutkich drucików nie kupiłaś, zapytał znowu. To po co tam pojechałaś, padło znowu.Tak więc tym razem, aby go nie rozczarować, kupiłam druciki...malutkie ;)



Kochanie...mniejszych już nie było ;)

Mam już jedne takie druty, kupione wcześniej, ale w rozmiarze 4,0 mm. Tym razem zakupiłam 2,75. Będę tymi drucikami dziergać rękawy w mojej Aleci. Ostatnio upodobałam sobie takie malutkie druty do robienia rękawów w okrążeniach. Całość, żyłka łącznie z drutami, mierzy sobie 23 cm.. Na początku dość ciężko mi się nimi dziergało. Ale, gdy doszłam do wprawy to rękawy idą mi znacznie szybciej niż wcześniej. Nie muszę już tracić czasu na przeciąganie żyłki przy magic loopie.

Dziękuje za kolejne przemiłe spotkanie Patrycji, Dominice, Ewie, Kasi, Basi oraz wszystkim obecnym na spotkaniu dziewiarkom, których nie będę już z imienia wymieniać, ale o wszystkich Was pamiętam :)
Dominice dziękuje za zrobienie zdjęć :)
Dziewczyny było SUPER jak zawsze! Do zobaczenia następnym razem.

poniedziałek, 20 marca 2017

Początek nowego..


Poniedziałek z Alecia Beth cz.1 - wstęp.


Na początku była włóczka..Nie, może jednak inaczej..
Dawno, dawno temu odkryłam sklep -uchmurki, prowadzony przez Marzenę Kołaczek z bloga Wełniane Myśli. A w sklepie tym włóczkę piękną, luksusową, ręcznie farbowaną. Szczególnie do gustu przypadł mi Mills od Julie Asselin w przepysznym kolorze amarath. Codziennie zaglądałam do sklepu. Oglądałam te precle, podziwiałam, niemal dotykałam przez ekran. Po kilku dniach mąż do mnie mówi:- Kupiłabyś sobie to wreszcie i przestała już oglądać.  Spłynął miód na moje serce i uszy. Jednak rozsądek zwyciężył i nie kupiłam tej włóczki, a przynajmniej nie tak od razu. Dalej po cichu oglądałam sobie włóczusie, aż pewnego dnia Marzena ogłosiła promocję. Wtedy przepadłam- trzy precelki szybciutko wskoczyły do koszyka i były nareszcie moje. Moja włóczka! My treasure!




Pozostało wybranie wzoru. I tu już poszło gładko. Przypadkiem trafiłam na blog Alejandry i tam zobaczyłam sweterek z tej samej włóczki, w tym samym kolorze. Była to Alecia Beth Justyny. Zachwyciłam się nim i zapragnęłam mieć identyczny. Tak, wiem, że to mało twórcze i kreatywne, ale wybaczcie mi..czasami tak mam, że jak mi się coś u kogoś spodoba to chcę mieć takie samo. Jej wersja Aleci po prostu mnie urzekła i zapragnęłam mieć identyczny sweterek.
Szybko nabyłam i wydrukowałam wzór. Równie szybko i tu nastąpi zgrzyt...schowałam wszystko na jakieś półtora roku do szafy. Przez ten czas sweterek przestał mi się podobać i już byłam bliska zmiany koncepcji. Jednak kilka dni temu stwierdziłam, że przyda mi się taki sweterek na wiosnę. a w momencie jakiegoś "kryzysu twórczego", który mnie dopadł, będzie to projekt akurat. Taka robótka na 'ciężkie czasy'. Wyciągnęłam moje piękne precelki z szafy i oddałam w dobre mężowskie ręce do przewinięcia na gałki, bo ostatnio to właśnie On się tym zajmuje. Aby sobie ułatwić życie i nie trzymać włóczki na rękach, skonstruował takie coś;



Na to ustrojstwo zakłada się wełnę, a gdy lekko pociąga się za nitkę, ono się pięknie kręci. Mąż siedzi sobie i zwija włóczusie na kłębki, a wszystkie wychodzą mu takie piękne i równiutkie. Zresztą za chwilę sami zobaczycie. Najbardziej w tym wszystkim cieszy mnie to, że zwijanie włóczki odbywa się bez mojego udziału. A ja w tym czasie mogę spokojnie podziergać. DZIĘKUJĘ KOCHANIE :)


 
Wszystko gotowe, wzór jest wybrany, włóczka przewinięta, druty w pogotowiu; można zaczynać pracę.


Na ogół nie lubię pisać o tym co mam zamiar wydziergać. Nie lubię też pokazywać nieskończonych prac. Dzieje się chyba tak dlatego, że boje się jakiegoś pecha. Obawiam się też, że coś stanie mi na drodze i nie pozwoli skończyć robótki, albo po prostu zwyczajnie się zniechęcę i stworzę kolejnego 'ufoka'. Może też być tak, że udzierg nie będzie się nadawał do noszenia, a co za tym idzie do publicznego pokazania i będzie wtedy wstyd, a w dobie internetu i globalizacji, można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że na cały świat. Faktem jest, że wejść na bloga mam sporo, a wiele z nich jest z różnych zakątków świata.
Myślę, że to już wszystkie argumenty, przemawiające za tym, żeby nie chwalić się tym co robię, chyba, że o czymś zapomniałam.
Lęki, strachy, obawy..postanowiłam się z nimi rozprawić i podjąć wyzwanie przełamania oporu przed otwartością. Stawić czoło skrytości.
Na początek, żeby było łatwiej, chcę skorzystać z gotowego wzoru. Nie robię tego często, ponieważ wolę tworzyć coś własnego, ewentualnie inspirując się znalezionymi  w sieci bądź w realu, czasami w jakiejś gazecie gotowymi modelami lub wzorami.
Od czasu do czasu, można jednak pójść na łatwiznę..Korzystanie z gotowego opisu jest dobrą okazją do tego, aby nauczyć się czegoś nowego. Można zyskać nie tylko zaoszczędzony czas, ale też zdobyć nowe umiejętności.

Dziergając ten sweterek chciałabym na bieżąco  dzielić się z wami wrażeniami, może tak raz na tydzień, albo na dwa, w zależności od postępów w dzierganiu i wolnego czasu na tworzenie nowych postów. A czasu mam niewiele-praca i inne obowiązki. Poza tym, jak już pisałam w poprzednim poście, mam na drutach inną baaardzo aktualną robótkę, czyli kamizelkę dla mamy. A mama pilnuje postępów, więc nie ma to tamto..Tak więc nie ma co liczyć, że sweterek powstanie szybko. Mam jednak nadzieję, że nie podzieli losu 'ufoków' z
szafy tylko zasili garderobę na wiosnę.
 Ale wracając do tematu..to chciałabym stworzyć taką krótką opowieść o dzierganiu. Może to zbyt szumnie nazwane. Ale co tam..pożartować zawsze można. A tak serio, to chciałabym stworzyć taki cykl spotkań poniedziałkowych w których będę zdawać relacje z postępów. Nie będę tego robić, ani dla reklamy włóczki, ani też wzoru, tylko przede wszystkim dla siebie. Ma to być dla mnie mobilizacją do działania i dziergania. To fakt, że dziergam dla przyjemności, a nie na wyścigi, ale jest tyle pięknych rzeczy, które chciałabym koniecznie wydziergać, że mobilizacja jest absolutnie potrzebna.
 Podczas tych spotkań nie mam też zamiaru, zdradzać żadnych szczegółów dotyczących wzoru, ponieważ wzór jest płatny. Jeżeli ktoś też zapragnie mieć taki sweterek, może go nabyć tutaj. Może ktoś przyłączy się do mnie i podziergamy wspólnie?
Liczę na to że będzie to tylko kilka odcinków, a nie powstanie jakaś telenowela latynoamerykańska. Trzymajcie kciuki za szybkie dzierganie. A teraz 'biegnę' już nabierać oczka ;)

P.S.
Wczoraj udało się zrobić zdjęcia czerwonemu sweterkowi, tak, że już wkrótce Wam go pokażę :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...