Z wizytą na zamku...
Dzisiaj co prawda nie poniedziałek, ale
myślę, że nie ma już co tego dłużej przeciągać i czekać do kolejnego
poniedziałku. Nadszedł chyba czas, aby zakończyć, tę długą opowieść o
Aleci Beth.
Alecia Beth sweterek wykonany według projektu Justyny Lorkowskiej, z włóczki Mills od Julie Asselin, zakupionej u-Chmurki.
Na
temat włóczki, a także samego projektu, napisałam już wiele, podczas
poprzednich pięciu części opowieści. Na koniec pragnę jedynie dodać, że
włóczka ta urzekła mnie nie tylko kolorem, ale także niezwykłą
miękkością, która objawia się dopiero po jej zmoczeniu. Podczas pracy
robótka wydawała się być trochę sztywna. Obawiałam się nawet, że wzięłam
zbyt cienkie druty. Jednak po namoczeniu włóczka tak jakby 'spuchła', a
sweterek zrobił się puszysty, mięciutki i odrobinę lejący.
Co do
samego projektu, to mogę go oceniać w samych superlatywach. Jest to
niezwykle kobiecy i uroczy sweterek. Właśnie takiego brakowało mi w
mojej garderobie. Sweterek, który można założyć nie tylko do spodni, ale
także do spódniczki.
Wzór jest napisany niezwykle prosto i
czytelnie, bez zbędnych zawirowań. Justyna od samego początku, do końca
projektu prowadzi nas jakby za rękę, przez co robótka jest lekka i
przyjemna.
Moją wersję Aleci Beth wykonałam, niemalże w
całości zgodnie z projektem. Jedyne zmiany jakich dokonałam, dotyczą
ściągacza i wykończeń. w moim sweterku ściągacz nie ma przekręconych
oczek, jak U Justyny, tylko zwykłe oczka prawe. Pominęłam też i-cordowe
wykończenia krawędzi przodu i dekoltu. Wydaje mi się, że te zmiany
wyszły na korzyść dla tego sweterka. Przy tej włóczce, dodały mu nieco
lekkości.
Od samego początku, gdy tylko zaczęłam
dziergać ten sweterek, zamarzyło mi się, aby jego sesja zdjęciowa
została wykonana w pewnym niezwykle uroczym miejscu, a mianowicie na
dziedzińcu zamku w Pieskowej Skale. Miejsce to ma swój specyficzny
klimat, zarówno w dzień jak i w nocy, kiedy to podświetlone kolorowymi
światełkami, sprawia, że czujemy się tam, jak w jakimś magicznym
miejscu. Miałam okazję przekonać się o tym, kiedyś podczas nocy muzeów.
Mimo,
że sweterek został skończony już dawno temu, jakoś nie było możliwości,
aby zgrać czas i miejsce akcji, a ponieważ ja z uporem maniaka dążyłam
do tego, aby zdjęcia zostały wykonane właśnie w tym, a nie innym
miejscu, wszystko zaczęło się znacznie wydłużać.
Nareszcie coś
zaczęło się układać pomyślnie. Kiedy w miniony poniedziałek, udało mi
się namówić koleżankę na wyjazd do Pieskowej Skały, nic nie zapowiadało
zbliżającej się katastrofy. Gdy, wyjeżdżałyśmy z domu, świeciło piękne
słońce, choć trzeba przyznać, że aura tego dnia była dość zmienna.
Wjeżdżając na parking nieopodal zamku, zauważyłam na szybie samochodu
drobne krople deszczu. Stawiając pierwsze kroki w stronę zamku, w
naszych uszach zabrzmiał niezbyt głośny grzmot. Jeden jedyny. Moje serce
zamarło. W niedługim czasie pogoda zmieniła się diametralnie.
Jechałyśmy przecież zaledwie kilka minut, bo do zamku nie mam daleko..
Już
chciałam wracać, ale koleżanka pociągnęła mnie za sobą i zaczęłyśmy się
wdrapywać na górę. Deszcz zaczął się nasilać..na szczęście ja zawsze
mam przy sobie parasol.
Po dotarciu na miejsce Pan ochroniarz
poinformował nas, że w poniedziałki zamek jest zamknięty..szkoda, ze
nikt wcześniej o tym nie pomyślał. Na szczęście można było wejść na plac
przed zamkiem.
Ulewa rozszalała się na dobre i koniecznie
trzeba było znaleźć jakieś schronienie przed deszczem. Jeden parasol na
dwie osoby, w tych warunkach to zdecydowanie za mało.
Nie było
odwrotu, trzeba było przeczekać ulewę. Jednak trzeba było jakoś umilić
sobie czas oczekiwania na lepszą pogodę..i tak powstały pierwsze
zdjęcia. Wybaczcie, są trochę nieostre, ale tam nie było dobrego
światła, zresztą na zewnątrz też, go w tym momencie nie było..
Ach..proszę nie obawiajcie się, że zamknięto nas w lochach, ani nawet w piwnicy :)
To nie żadne lochy, tylko wejście do restauracji, która znajduje się vis a vis zamku.
Gdy
deszcz trochę zelżał, rozłożyłam parasol i zaczęłam swój spacer w
deszczu. Szkoda tylko, ze parasol nie był bardziej reprezentacyjny, ale taki akurat miałam przy sobie. jest bardzo poręczny i mieści się w torebce. Nigdy się z nim nie rozstaję, bo pogoda w tym roku jest bardzo kapryśna.
Patrząc na to zdjęcie cisną mi się na usta słowa piosenki;
I'm singin' in the rain
Just singin' in the rain
What a glorious feelin'
I'm happy again.
I'm laughing at clouds.
So dark up above
The sun's in my heart
And i'm ready for love.
Oczywiście jeżeli chodzi o zakochanie to mam na myśli to miejsce, ten sweterek ( to tak na wszelki wypadek, gdyby przeczytał to mój mąż ;) )
Wszędzie mokro i ślisko, ale nareszcie przestało padać:)
I nawet słoneczko zaczęło powoli wychodzić
Zbliżam się do bramy pałacu, która niestety zostanie tego dnia przede mną zamknięta :(
Teraz trochę więcej sweterka w sweterku ;)
Makieta całego obiektu. Pierwszy raz ją widzę, a już tutaj bywałam. Pewnie powstała niedawno, albo coś przegapiłam.
To miejsce też bardzo lubię. Pięknie wyglądają takie oplecione ściany.
W tle widać wejście do restauracji. To w którym chroniłyśmy się przed deszczem. Odwiedzający to miejsce mogą na chwilę spocząć i posilić się. Nie piszę tego dla reklamy. Po prostu nie chcę, aby ktoś myślał, że zginie tutaj z głodu.
Jeszcze jeden 'rzut oka' na zamek.
Poza placem zamkowym też jest pięknie.
Powoli po schodkach w dół.
Trochę żal odjeżdżać...
Już na dole..Piękne skały, których jest tutaj dużo i fragment zamku w tle.
Zdjęć było dużo, ale to dlatego że chciałam Wam pokazać piękno tego miejsca i zachęcić do jego odwiedzenia. Może niekoniecznie specjalnie, ale będąc przejazdem podczas wakacyjnych wojaży, wstąpicie choć na chwilę i zobaczycie, że w Polsce też mamy piękne miejsca.
Historia zamku w Pieskowej Skale sięga czternastego wieku. Położony on jest w Dolinie Prądnika niedaleko Krakowa, na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego. Jest jednym z elementów łańcucha obronnych Orlich Gniazd. Przez lata zmieniali się jego właściciele. Po drugiej wojnie światowej zamek w Pieskowej Skale przejął Skarb Państwa i po generalnej renowacji w latach 1950-1963 stał się on Oddziałem Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu.
Obecnie znajduje się tu stała ekspozycja „Przemiany stylowe w sztuce
europejskiej od średniowiecza do połowy XIX wieku”. Zamek dość często
pojawia się też w filmach. Pojawił się m.in. w serialach
Janosik ora
z Stawka większa niż życie.
Niedawno zamek w Pieskowej Skale został odrestaurowany i teraz prezentuje się naprawdę wspaniale.
Na koniec jeszcze kilka zdjęć samego obiektu:
Widok z drogi.
Jeszcze jedna ciekawostka..Czegoś wypatruję za tym murkiem.., są tam przepiękne pałacowe ogrody. Choć o tej porze roku jeszcze trochę mało kwitnące.
Nieopodal zamku Maczuga Herkulesa. Można przy niej zrobić sobie piękne zdjęcia.
Na dzisiaj to tyle atrakcji..Rozmarzyłam, ale teraz już pora wrócić do rzeczywistości i do dziergania oczywiście też.