Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barwniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą barwniki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Farbowanie wełny. - Idziemy w kaszmiry ;)

Włóczka idealna..

Tak, wiem..miałam pokazać sweterek i owszem będzie, ale jeszcze nie dziś. Jeszcze chwila, jeszcze moment. Proszę o wyrozumiałość i cierpliwość.
Tymczasem chciałabym napisać słów kilka o bazie do farbowania, o której jeszcze nie pisałam. Może troszkę przynudzam, bo znowu będzie o farbowaniu, ale jak dla mnie jest to włóczka godna chwili uwagi i tego, aby o niej wspomnieć choć trochę.
Włóczka dla mnie idealna pod każdym względem:
Skład - przepyszny - 80% merino, 10% nylon, 10% kaszmir.
Grubość - idealna- 350m w 100gr., nie za gruba i nie za cienka. Dla mnie grubość w sam raz na sweterek.
Miękkość - bajka :) Kaszmir robi swoje. Merino, które pokazywałam wcześniej jest bardzo miękkie, ale ta włóczka o klasę wyższa.

A teraz pokażę Wam przykładowe włóczki jakie ufarbowałam na tej bazie.

Pierwsza to odcienie wiśni, muśnięte bordem. Uwielbiam wszelkie odcienie czerwieni, wiśni i borda i chyba nawet dobrze wyglądam w takich kolorach, więc chętnie sięgam po takie barwniki.







Drugi kolor, jakim chcę się dzisiaj z Wami podzielić to Barwy Jesieni. Mój aktualny faworyt. Adekwatny do panującej obecnie pory roku. Pokazywałam go już na FB i zdobył tam przychylność wielu osób.





Na koniec jeszcze drobne ogłoszenie. Otóż poszukuję 'nowego domu' dla tych trzech cukierkowych motków. Jest to Merino superwash 400m/100gr. Ufarbowałam je pod wpływem chwili, ale to zupełnie nie 'moje' kolory. Może znajdą się jakieś zdolne raczki, które zechcą wyczarować z nich coś pięknego? Jeżeli jest ktoś chętny to proszę o kontakt. Mój adres znajdziecie w moim profilu.






sobota, 29 października 2016

Farbowanie wełny 2


Znowu wszystkie obietnice i postanowienia zdały się na nic. Miałam pisać częściej i więcej, a wyszło jak zwykle. Nie znaczy to jednak, że nic się u mnie nie "dzieje". Owszem dzieje się, chociaż nie tak dużo jak bym chciała, ale zawsze coś..No, ale ja już chyba tak mam, że u mnie wszystko musi odczekać swoje, dlatego każda praca prezentowana jest z dość dużym opóźnieniem. Dzisiaj jednak nie pokażę Wam mojego nowego udziergu (chociaż taki posiadam). Natomiast chciałabym pochwalić się nowym farbowaniem i napisać o tym słów kilka. Nie będę się jednak nad tym zbytnio rozwodzić, ponieważ nie jestem żadnym ekspertem w dziedzinie farbowania wełny. Na razie jestem na etapie poszukiwania właściwego sposobu..metodą prób i błędów.

Jest to moje drugie farbowanie w życiu..a ponieważ zamarzył mi się ciepły sweter, taki w sam raz na jesienno- zimowe chłody, to tym razem na "tapetę" wzięłam włóczkę grubszą. Wybór padł na Cashmire Alize. Tym razem, zanim zabrałam się za barwienie całości, pokolorowałam najpierw kilka próbek. Równocześnie tymi samymi kolorami barwiłam też próbki ze 100% jedwabiu. Jedwab o wiele mocniej łapał kolory. Barwy były soczyste i bardziej nasycone niż na próbkach z Cashmiry. Jednak z tej lekcji nie wyciągnęłam chyba takich wniosków jak trzeba...

Długo zastanawiałam się na jaki kolor zafarbować moje pięć motków Cashmiry Alize. Najpierw marzył mi się kolor złoty, rozważałam również odcienie beżu..w końcu postawiłam na szarość. A za namową pewnej osoby, zdecydowałam przełamać szarość odrobiną niebieskiego. Przygotowałam barwniki..dwa, albo trzy odcienie szarego..dokładnie już nie pamiętam i trochę niebieskiego. Zakolorowałam wszystkie pasma..wyglądały pięknie. Niestety nie uwieczniłam tego na zdjęciu. Wrzuciłam wszystko do gara na parę, potem przystąpiłam do płukania..no i klops. Niewiele zostało z tych pięknych kolorów, które były na początku. Włóczka zrobiła się blada i nijaka.. zdecydowanie do poprawki. Nie chciałam się już bawić w "parowanie" wełny. Postanowiłam zmienić metodę i wrzucić wszystko do gara. Kilka razy dolewałam szarego barwnika, aż do wyczerpania całego zapasu. Niestety, gdy włóczka wyschła, dalej nie było to, to co chciałam osiągnąć. Kolor niby miała bardziej intensywny, ale nadal jakiś taki nijaki :( . Po kilku dniach wełna znowu wylądowała w garze, tym razem z cała resztą niebieskiego barwnika, jaka posiadałam. I nareszcie powstał kolor jaki mogłam zaakceptować, chociaż wyszedł niebieski z nutą szarości, a nie odwrotnie jak początkowo zakładałam ;)

A tak wygląda efekt końcowy mojego zmagania z farbowaniem:




Przewinięta na gałkę wygląda tak:






Mimo tych wszystkich trudności nie zraziłam się do farbowania, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że będą kolejne próby..a błędów coraz mniej ;). Niemalże natychmiast, po przewinięciu na gałkę, wrzuciłam wełnę na druty. Chciałam zobaczyć jak będzie się prezentować w robótce:



Liczę na to, że wyjdzie  z tego coś "noszalnego". A w następnym  wpisie zaprezentuję kolejny piórkowy sweterek. Jest już gotowy, tylko czeka na zdjęcia. Pozdrawiam Wszystkich odwiedzających to miejsce :)

sobota, 14 maja 2016

Farbowanie wełny

Czy Wy tez tak czasami macie,że koniecznie musicie coś zrobić? Ja niekiedy tak mam, że "muszę, bo się uduszę" ;) Tak właśnie było z farbowaniem wełny. Pewnego razu wpadł mi do głowy pomysł, aby zafarbować wełnę, rozsiadł się tam wygodnie, i ani myślał opuścić to miejsce. Kazał  przeglądać strony internetowe i czytać wszystko, co tylko możliwe na ten temat. Zmusił do kupienia włóczki, barwników i rękawiczek oraz innych niezbędników przyszłej "farbiarki". Długo się z nim droczyłam, no bo przecież podczas farbowania coś się może zniszczyć, poplamić, albo jakiś nieciekawy zapach może mnie narazić na dezaprobatę innych domowników. I tak żyłam sobie przez pewien czas z lokatorem w głowie, aż w końcu mu uległam, gdy trafił mi się wolny dzień, a był akurat ciepły i słoneczny. W sam raz na farbiarskie eksperymenty.
Czytałam o wielu sposobach farbowania wełny. Długo się nie mogłam zdecydować, który z nich wybrać. Ostatecznie zdecydowałam, się wybrać metodę farbowania na parze, gdyż wydawała mi się najprostsza, a co za tym idzie najodpowiedniejsza jak na pierwszy raz.
Nie zważając już na destrukcję jaka może się wokół mnie wytworzyć, przystąpiłam do działania. Zaczęłam od zabezpieczenia folią stołu. Potem wyciągnęłam, poukrywane w różnych zakamarkach domu, wszystkie niezbędne akcesoria potrzebne do tego procesu. Najpierw zamoczyłam wełnę -trzy motki włóczki firmy Zitron Atelier z przeznaczeniem do farbowania - Trekking (75% wełna, 25% poliamid), na mniej więcej pół godziny w letniej wodzie z detergentem do mycia naczyń. W tym czasie przystąpiłam do mieszania kolorów. Przygotowałam kilka słoików z różnymi mieszakami barw, sprawdzając ich odcienie na papierowym ręczniku. Namoczoną i odciśniętą włóczkę ułożyłam na stole jeden motek na drugim i zaczęłam nanosić kolejne kolory na pasma włoczki, po kilka centymetrów każdy. Mieszanie barw, oraz nanoszenie ich na wełnę, było najbardziej ekscytującą  i najbardziej twórczą częścią całego procesu farbowania.
Zakolorowane motki, zawinęłam w folię i wrzuciłam do gara, który służy do gotowania na parze. Nie pamiętam już dokładnie, ile tam siedziały, ale chyba około piętnastu minut. Po lekkim przestudzeniu wypłukałam je w kilku wodach, aż do momentu kiedy woda była zupełnie czysta. Do ostatniego płukania dodałam oczywiście ocet, aby kolory się utrwaliły.
Już podczas wkładania motków do gara moje odczucia nieco się zmieniły, ponieważ pasma, zaczęły przybierać inne barwy niż te, które sobie wymarzyłam. Gdy ułożyłam pasma do wyschnięcia, moje odczucia były mieszane. Nie wiedziałam do końca co mam o nich myśleć.

Po wyschnięciu wyglądały tak:






Patrzyłam na nie z pewną nieśmiałością. Raz mi się podobały, innym razem już niekoniecznie;)

Po przewinięciu na gałki wełna zmieniła nieco swoje oblicze, zmieniając też nieco moje nastawienie do niej. a wyglądało to tak:



W zrobionej próbce wyglądała jeszcze nieco inaczej:


Prawdziwą swoją urodę pokazała dopiero, gdy zaczęłam dziergać z niej sweterek:


Ciekawym jest to, że od razu po ufarbowaniu, wiedziałam jaki projekt chcę z niej wydziergać. Nie zastanawiałam się, ani przez moment. Tak więc nastąpiła zmiana planów. Zamiast Malabrigo, na moje nowe  druty ChiaoGoo, wskoczyła moja różowa 'farbowanka'. Na razie nie zdradzę Wam jaki model wybrałam (chyba, że ktoś się domyśli). Zdradzę tylko, że jest to projekt jednej znanej w świecie dziewiarskim projektantki.
W tajemnicy Wam powiem, że sweterek jest już gotowy, jednak jego prezentację muszę odwlec w czasie, z powodu braku zdjęć. Tak, wiec-Fotograf potrzebny od zaraz! Mam jednak nadzieję, że wkrótce nastąpią sprzyjające okoliczności i mój wyrób ujrzy światło dzienne :)

Pierwsza próba farbowania wełny wcale mnie nie zniechęciła. Wręcz przeciwnie, nabrałam jeszcze większej ochoty na zabawę kolorami, a także na wypróbowanie innych metod. Tak więc cdn.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...