Z dzierganiem mam w tym roku bardzo pod górę. Jak na razie nie udało
mi się ukończyć żadnego poważnego projektu, mam za to,kilka
rozgrzebanych (KILKA!!!, a przecież wciąż marzę, aby zostać monogamistką
w kwestii dziergania-może kiedyś ). Nie mogę, więc pochwalić się aktualnym
wielkogabarytowym udziergiem. Mam jednak do pokazania sweter, który
wydziergałam już jakiś czas temu, a do tej pory nie był jeszcze
prezentowany na blogu. Koniecznie muszę naprawić to niedopatrzenie, bo
sweterek chyba wart jest tego, a na dodatek zawiera w sobie to co, w
dziewiarstwie lubię najbardziej...Tak właściwie, to w dzierganiu miłości
mam dwie, pierwszą jest zamiłowanie do wszelkiego rodzaju warkoczy i
splotów, drugą moja fascynacją są włóczki ręcznie farbowane. Niestety
dość często trudno pogodzić ze sobą te dwie miłości, ponieważ włóczki
ręcznie farbowane, te mocno kolorowe, niezbyt chętnie lubią ubierać się w
warkocze... Sweterek, który dzisiaj Wam pokażę, wydziergałam z włóczki
tweedowej, w częściach. Tak..jest zszywany! Mimo, iż nie za bardzo lubię
zszywać, to od czasu do czasu, pokuszę się, aby wydziergać coś w
kawałkach, bo zszywanie sprawia, ze dzianina lepiej trzyma formę.
Sweterek ma też rękawy wszywane z główką i chyba po raz pierwszy jestem
zadowolona z tego jak je wszyłam :)
Takiego kardiganu mi właśnie w szafie brakowało ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warkocze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warkocze. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 maja 2019
piątek, 30 grudnia 2016
Nowy sweterek i...
Życzenia Noworoczne
Witajcie! W związku z tym, że Nowy Rok zbliża się do nas wielkimi krokami, jest już bliziutko, prawie tuż, tuż..to przychodzę do Was z ostatnim wpisem ;). Ale bez obaw, z ostatnim, ale to w tym roku 2016-tym. Jak na razie to nie mam zamiaru kończyć mojej dziewiarsko- blogowej przygody.
Pomimo, że ostatnie dni starego roku często skłaniają wiele ludzi do różnego rodzaju podsumowań, rozliczeń i planów, ja nie zamierzam nic takiego robić. Nie planuję, ponieważ z planów zazwyczaj niewiele wychodzi. Zdaję się na los, przypadek, olśnienie. Nigdy nie wiadomo, kiedy narodzi się pomysł. Ciekawa włóczka, zaatakuję znienacka...Zamierzam się bawić, a nie narzucać sobie sztywne reguły.
Nie będę też podsumowywać minionego roku, bo jak można rozliczać się z pasji i marzeń. Było jak było...Jedyne na co chciałabym zwrócić uwagę i z czego jestem dumna to moje farbowane włóczki. Nie było ich może tak dużo, ale wszystkie bez wyjątku bardzo mi się podobają i zajmują szczególne miejsce w moim sercu.
Zanim jeszcze wybije ta magiczna godzina i strzelą korki od szampana, a kolorowe fajerwerki rozświetlą gwiaździste niebo, chciałam pokazać Wam mój najnowszy sweterek. Najnowszy, choć nie taki już nowy, bo skończony miesiąc temu, ale wcześniej jakoś nie było okazji, aby wykonać zdjęcia i zaprezentować projekt szerszej publiczności. Co prawda sweterek miał już swój pokaz przedpremierowy ;)...Kto był na grudniowo - rocznicowym spotkaniu e-dziewiarki w Krakowie ten widział :) Sweterek w kolorze niebiesko-szarym, z mojej własnej, osobistej farbowanki..o tej właśnie. Powstał on niezwykle szybko, jak na moje możliwości i pomimo, że jest to mój własny projekt, obyło się niemalże bez prucia..no może kilka rządków na rękawie, bo wychodził za szeroko. I co ciekawe jestem z niego bardzo zadowolona, co niezwykle rzadko się zdarza, ponieważ zawsze jestem bardzo krytycznie nastawiona do moich wyrobów. Tym razem, poza niewielkimi niedociągnięciami, jest prawie idealny. Taki jak miał być, jak sobie go wymarzyłam. Cieplutki, milutki z golfikiem, lekki oversize. Dziergało się go bardzo przyjemnie, a robótki przybywało błyskawicznie.
Może jednak, nie będę już więcej przynudzać tylko pokaże, co udało mi się stworzyć.
Tak prezentuje się z przodu:
Było zimno i wietrznie.. mokro i deszczowo, no ale co mi tam wytrzymam wszystko ;)
I jeszcze bliżej z przodu :), tak aby widzieć nie tylko wzór, ale jeszcze to jak chłód wykrzywia mi twarz..
A teraz z tyłu :
I bliżej z tyłu, bo żeby nie było tak nudno, to z tyłu mamy więcej wzoru i więcej plecenia, czyli tego co lubię najbardziej.
A teraz jeszcze z boku ;
I bliżej z boku. a na rękawku taka ścieżynka jest ;)
I troszkę szczegółów takich jak rozcięcia na boku i guziczki..
Projekt- Aniks
Motyw wzoru - zaczerpnięty z archiwalnej Vereny
Włoczka - Cashmira Alize, własnoręcznie zafarbowana przeze mnie w "Wełnianym Ranczu"
Zużycie - około 450 gr.
Druty - 4mm i 4,5 mm
Dziękuję Wszystkim odwiedzającym mój blog, za cały miniony rok spędzony razem ze mną. Życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym 2017 Roku. Spełnienia marzeń, tych maleńkich i tych bardzo dużych. Tych najskrytszych i tych wszystkim znanych. Wielu ciekawych pomysłów i wspaniałych projektów. WSZYSTKIEGO WŁÓCZKOWEGO!
DOSIEGO ROKU!
poniedziałek, 29 lutego 2016
Zimowy komplet
Zadomowił się we mnie ostatnio jakiś leń, który nie pozwolił mi na pisanie i pokazywanie nowych rzeczy na blogu. Na szczęście leń nie odebrał mi ochoty na dzierganie i tworzenie nowych rzeczy. Nadszedł chyba jednak czas, żeby lenia przegonić, wziąć się ostro do pracy i nadrobić zaległości z pokazywaniem robótek.
Tak, więc dzisiaj chciałabym pokazać Wam komplet- czapkę i komin, zrobione jeszcze na początku stycznia.
Czapka zrobiona jest na wzór tej (klik) natomiast, komin to własna kombinacja wzoru ryżowego i warkoczy.
Dane techniczne:
Włóczka: Everest
Kolor: 7035
Zużycie: 2 motki (40dkg)
Druty: 5 mm
Do styczniowych robótek zaliczyć jeszcze trzeba kolejną wersję tego beretu (klik).
Beret już powędrował do nowej właścicielki i na zdjęcia raczej nie ma co liczyć. Wyszedł podobny, lecz nieco inny..kolory inaczej się ułożyły. Dodałam też jeden raport i na wysokość dziesięć rzędów, aby był odrobinę większy, przez co może fajniejszy.
Miłego dziergania i do następnego razu...
Tak, więc dzisiaj chciałabym pokazać Wam komplet- czapkę i komin, zrobione jeszcze na początku stycznia.
Czapka zrobiona jest na wzór tej (klik) natomiast, komin to własna kombinacja wzoru ryżowego i warkoczy.
Dane techniczne:
Włóczka: Everest
Kolor: 7035
Zużycie: 2 motki (40dkg)
Druty: 5 mm
Do styczniowych robótek zaliczyć jeszcze trzeba kolejną wersję tego beretu (klik).
Beret już powędrował do nowej właścicielki i na zdjęcia raczej nie ma co liczyć. Wyszedł podobny, lecz nieco inny..kolory inaczej się ułożyły. Dodałam też jeden raport i na wysokość dziesięć rzędów, aby był odrobinę większy, przez co może fajniejszy.
Miłego dziergania i do następnego razu...
czwartek, 3 grudnia 2015
Od warkoczy do ażurów.
Moje fascynacje czyli pięć lat "SZALeństwa"
Był początek roku 2010, kiedy to przeglądając kolejne strony w internecie odkryłam, że nie jestem sama, że osób robiących na drutach jest więcej...dużo więcej. Odkryłam jakie "cudowności" kryje w sobie internet: blogi robótkowe, sklepy z pięknymi włóczkami i innymi przydatnymi akcesoriami, oraz przepiękne wzory estońskie. Przez wiele dni siedziałam i niemal z otwartymi ustami wgapiałam się w ekran komputera podziwiając to wszystko.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje tutaj blog Włóczkomania, który był dla mnie inspiracją oraz prawdziwą skarbnicą wiedzy. Wielce przydatne okazały się instrukcje "jak robić chusty" oraz "jak wykonać estoński szal" za co w tym miejscu chciałabym teraz Prowadzącej bloga gorąco podziękować!
Powoli dojrzewała we mnie myśl o zrobieniu pierwszej chusty czy szala. byłam pełna obaw czy będę to potrafić, a jednocześnie wiedziałam, że muszę to zrobić, muszę spróbować...Nigdy wcześniej nie robiłam ażurów, ani nie używałam włóczek typu Lace, dlatego podchodziłam do tego z pewną nieśmiałością.
Pierwszą chustę zrobiłam z akrylu, który miałam w domu, na drutach co prawda z żyłką, ale starych, plastikowych i topornych. Ponieważ akryl się nie blokuje, wyprasowałam ją żelazkiem. Efekt końcowy był zadowalający i już wiedziałam, że mogę w to brnąć dalej. Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko-wymieniłam druty na te z żyłką i ostrymi końcówkami ( nieodwołalnie porzuciłam druty proste "z poprzedniej epoki", które są już teraz dla mnie zbyt ciężkie i niewygodne), kupowałam cieniutkie włóczki wełniane, jedwabne i te z alpaki. Dzierganie ręczne chust i szali ruszyło pełną parą i trwało nieprzerwanie przez dłuższy czas. Początki były trudne, bo oczka z delikatnych włóczek ślizgały się na drutach i ciężko było nad nimi zapanować. Z każdą kolejną sztuką było jednak coraz lepiej, a gotowe wyroby były coraz piękniejsze. Wzbudzały zachwyt nie tylko mój, ale też i najbliższych.
Nie zawsze było "różowo", był też "płacz i zgrzytanie zębami', kiedy to np. trzy razy prułam border do pierwszego estońskiego szala.
Ostatnie pięć lat to był bardzo intensywny czas w moim życiu. Wydziergałam wiele chust i szali. Niektóre z nich są nadal u mnie, a znaczna ich część znalazła "nowe domy", by cieszyć oczy nowych właścicielek.
Pokażę teraz chociaż kilka wykonanych przeze mnie prac. Na początek może te z których jestem najbardziej dumna i które moim zdaniem wydziergane są najpiękniejszymi estońskimi motywami: Sofia kiri, Kuusega kuubikukiri, Silvia kiri oraz Greta Garbo kiri.
Tę chustę darzę szczególna sympatią, ponieważ jest to mój własny projekt:
To był mój ulubiony wzór w ostatnim czasie:
Nie zawsze było biało, czarno i szaro, bywało też kolorowo:
Był też rozmiar podwójny, na szczególną okazję czyli ślub:
Na tym kończę wspomnienia, bo tak jak wiele rzeczy w życiu mija, tak też powoli odchodzi fascynacja ażurowymi szalami. Nie oznacza to jednak, że już nigdy nie zrobię żadnego, bo pewnie zrobię jeszcze nie jeden. Teraz jednak "idzie nowe" i o tym chcę Wam teraz opowiadać.
Pozdrawiam Wszystkich, którzy tu zaglądają :) i zapraszam do zostawiania komentarzy ;)
środa, 25 listopada 2015
Moje ukochane warkocze i sploty.
Swetry, swetry, swetry... To był pierwszy etap mojej dziewiarskiej przygody. Pierwszy i jak dotąd najdłuższy, ale niezbyt intensywny. Dziergałam głównie swetry, czasem popełniłam jakiś szalik. Wszystkie swetry robiłam wtedy w częściach i zszywałam, według tzw. "starej szkoły". Tak jak uczyła mama. Powstało ich trochę. Ile? Nie wiem. Nie liczyłam, nie prowadziłam takich statystyk. Część z nich zachowało się do dzisiaj. Niektóre nawet zakładam na siebie od czasu do czasu. Nie będę ich tu pokazywać, bo niektóre odeszły w niebyt, a inne nie bardzo się do tego nadają.
Robienie swetra zwykle zaczynało się od stwierdzenia -"muszę sobie zrobić sweter". Potem było szukanie włóczki. Nie było to łatwe na ówczesne czasy. Wybór był mały, a na dodatek był to głównie akryl, czasem z niewielką domieszką wełny. I z takich właśnie akrylowych włóczek powstawały moje swetry, a ja często zastanawiałam się, gdzie są te piękne włóczki o których piszą w gazetkach dziewiarskich.
Swetry wykonane w tym czasie były trochę toporne, może zbyt ciężkie, nie zawsze idealnie leżały, ale naszpikowane były wszelkiego rodzaju wzorami. Warkocze, warkoczyki, kratki, przeplatanki, rąby, bąble i zygzaki to coś co uwielbiałam robić. Wielokrotnie zaczynałam robótki jakimś gładkim ściegiem, ale zawsze coś mi nie grało, nie pasowało..Zaczynałam od nowa wzorami warkoczowymi, a ich mnogość sprawiała, że robótka stawała się ciekawsza, szybciej jej przybywało i sprawiała o wiele więcej przyjemności.
A to tylko mała cząstka tego co wyplotłam:
Uwielbiam warkocze, a ich robienie nigdy nie sprawiało mi trudności. Co ciekawe nigdy nie używałam specjalnego druta do warkoczy. Uważam, że jest to narzędzie zbędne, spowalniające pracę.
Czas "topornego" dziergania minął już bezpowrotnie, lecz zamiłowanie do warkoczy zostanie na zawsze.
A teraz będzie o tym co mnie zachwyciło, porwało do reszty, wzniosło na wyżyny, a momentami sprawiało, że unosiłam się nad ziemią:
O kolejnym etapie dziergania opowiem następnym razem, pokażę więcej zdjęć i będę się chwalić ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































